W zeszłym roku, gdy zbliżał się termin ukończenia studiów, rozmowy o uniwersytetach szybko przerodziły się w debaty na temat nieruchomości, gdy tylko powiedziałeś, że zamierzasz studiować w Holandii.

Nie chodzi o to, na jaki uniwersytet się wybierasz, ale czy znalazłeś już miejsce, w którym będziesz mieszkać?

Mój znajomy spędził siedem miesięcy starając się o studio w Eindhoven. Po prawie tysiącu zgłoszeń w końcu je dostał – w cenie 1050 euro.

I on był jednym ze szczęściarzy.

Inni szukają dłużej. Dziewięć miesięcy. Rok. Niektórzy wciąż tkwią w tymczasowych, zawyżonych cenowo mieszkaniach. A wielu po prostu rezygnuje z Holandii – nie ze względu na edukację, ale dlatego, że znalezienie niedrogiego mieszkania wydaje się niemożliwą walką.

Rzeczywistość w liczbach

Nie jest to jednak jednostkowa walka, lecz w istocie kryzys na skalę całego kraju.

Holandia zmaga się obecnie z niedoborem około 410 000 mieszkań, a wraz z ciągłym wzrostem liczby gospodarstw domowych, luka ta będzie się tylko pogłębiać. Nie jest to nagły problem, ale taki, który rozwinął się w ciągu ostatniej dekady. Popyt na mieszkania socjalne (FFAS) rośnie szybciej niż podaż. Tylko w 2025 roku przybyło 80 000 nowych gospodarstw domowych , podczas gdy wybudowano zaledwie 69 000 domów .

Pomimo ambitnego celu rządu Holandii, jakim jest budowa 100 000 domów rocznie , budownictwo nie nadąża za tym tempem trzeci rok z rzędu. W rezultacie niedobór utrzymuje się na poziomie około 400 000 domów, a prognozy sugerują, że może on jeszcze bardziej wzrosnąć, jeśli tempo budowy nie przyspieszy.

Ponieważ popyt nadal przewyższa podaż, liczba dostępnych mieszkań maleje, a właściciele odpowiednio podnoszą ceny najmu. W rezultacie rynek staje się coraz trudniejszy do konkurowania dla studentów i młodych profesjonalistów. 

Kto jest winien?

W debacie publicznej odpowiedź jest często jedna — studenci zagraniczni.

Biorąc pod uwagę niskie czesne w porównaniu z krajami takimi jak USA czy Wielka Brytania oraz uniwersytety, które konsekwentnie plasują się wśród najlepszych w Europie, nie dziwi rosnąca liczba studentów z zagranicy przyjeżdżających do Holandii w celu kontynuowania nauki. W roku akademickim 2023–2024 studenci zagraniczni stanowili około 16% ogółu studentów , przy czym jeszcze wyższy odsetek odnotowano na uniwersytetach technicznych, takich jak TU Delft ( 35% ) i Uniwersytet Techniczny w Eindhoven ( 36% ). W miastach takich jak Delft, Eindhoven i Amsterdam ich obecność jest często wykorzystywana jako proste wytłumaczenie presji mieszkaniowej w regionie.

Ta tendencja do obwiniania studentów zagranicznych coraz częściej kształtuje kampanie polityczne, a niektórzy proponują „rozwiązanie” kryzysu mieszkaniowego poprzez ograniczenie liczby studentów wjeżdżających do kraju. W 2024 roku rząd Holandii ogłosił plany zmniejszenia liczby studentów zagranicznych, wiążąc ich rosnącą obecność z niedoborem mieszkań i presją na infrastrukturę . Środki wprowadzone w ramach ustawy „Internacjonalizacja w Równowadze” obejmują ograniczenie liczby programów nauczania w języku angielskim, zaostrzenie zasad przyjęć, ustalenie limitu liczby studentów przyjmowanych na dany kierunek studiów oraz wymóg, aby większość kierunków studiów licencjackich była prowadzona w języku niderlandzkim.

Ten kierunek polityczny jest dodatkowo wzmacniany przez partie takie jak Partia Wolności (PVV) i Ludowa Partia Wolności i Demokracji (VVD), które coraz częściej ujmują migrację — w tym studentów zagranicznych — jako część problemu mieszkaniowego. Po wyborach w 2023 r. PVV stała się największą partią w Holandii, a dyskusje na temat ograniczenia imigracji i zmniejszenia internacjonalizacji szkolnictwa wyższego przeniosły się z retoryki politycznej do rzeczywistych propozycji politycznych . Duża część debaty politycznej skupiała się na pomyśle, że studenci zagraniczni zajmują mieszkania, wypychają holenderskich studentów z miejsc na uniwersytetach i przyczyniają się do przeludnienia miast, pomimo faktu, że niedobór mieszkań narasta od ponad dekady, a trend wzrostu liczby studentów zagranicznych rozpoczął się po 2020 r .

Według danych Nuffic , liczba studentów zagranicznych w Holandii wzrosła w ciągu ostatniej dekady, szczególnie po 2020 roku. W 2018 roku w holenderskim szkolnictwie wyższym studiowało około 85 000 studentów zagranicznych. Do 2023 roku liczba ta wzrosła do ponad 120 000, a do 2025 roku do około 128 000. Chociaż wzrost ten jest znaczący, należy zauważyć, że holenderski niedobór mieszkań rozwijał się już na długo przed tym wzrostem. Niedobór nie jest zatem nagłym skutkiem przyjazdu studentów zagranicznych, ale problemem strukturalnym, który narastał z czasem. Jednocześnie wzrost liczby studentów zagranicznych zaczął znacząco zwalniać w ostatnich latach, spadając z około 12% rocznego wzrostu kilka lat temu do mniej niż 1% w ostatnim roku akademickim. Sugeruje to, że chociaż liczba studentów zagranicznych wzrosła, wzrost ten nie jest tak szybki, jak często przedstawia się w debatach politycznych, a wzrost już się stabilizuje.

Jednym z głównych sposobów, w jaki politycy proponują zmniejszenie liczby studentów zagranicznych, nie jest bezpośrednie ich zakazanie, ale ograniczenie programów nauczania w języku angielskim i wymóg prowadzenia większej liczby zajęć w języku niderlandzkim, co ponownie uczyniłoby holenderski standardowym językiem szkolnictwa wyższego w tym kraju. W związku z tym uniwersytety takie jak Uniwersytet Techniczny w Delfcie (Delft University of Technology) znalazły się pod rosnącą presją, aby zmniejszyć liczbę studentów zagranicznych i ponownie rozważyć programy nauczania w języku angielskim, pomimo ich roli w przyciąganiu globalnych talentów.

Jednocześnie stanowisko obecnego rządu w sprawie studentów zagranicznych zaczyna być sprzeczne. Podczas gdy niektóre partie argumentują, że liczba studentów zagranicznych powinna zostać zmniejszona, aby złagodzić presję na zakwaterowanie, toczyły się również dyskusje parlamentarne na temat „zatrzymania” studentów zagranicznych po ukończeniu studiów, zwłaszcza tych „ wysoko wykwalifikowanych ”. Ujawnia to wyraźną sprzeczność w polityce: studenci zagraniczni są czasami przedstawiani jako element problemu mieszkaniowego, ale także jako cenny wkład w holenderski rynek pracy, który politycy chcą zatrzymać.

Studenci zagraniczni znaleźli się zatem w paradoksalnej sytuacji: witani jako przyszli wykwalifikowani pracownicy, ale jednocześnie obwiniani za to, że zostaną i zajmą miejsce. Pytanie brzmi zatem nie tylko, kto przyjeżdża do kraju, ale także, czy kryzys mieszkaniowy jest spowodowany przez przybywających – czy przez domy, które nigdy nie powstały.

Głosy studentów zagranicznych

Aby zrozumieć, jak sami studenci zagraniczni postrzegają tę sytuację, porozmawiałem z kilkoma studentami studiującymi w różnych miastach Holandii na temat tego, czy planują zostać w Holandii po ukończeniu studiów i jak wpłynęło na ich doświadczenia zakwaterowanie.

Martin, student z Eindhoven, twierdzi, że jego decyzja o pozostaniu zależy głównie od możliwości zatrudnienia, ale sytuacja mieszkaniowa już wpłynęła na jego studia. „Zakwaterowanie studenckie bardzo utrudniało studiowanie w Eindhoven” – mówi, dodając, że czuje się mile widziany przez ludzi, ale „nie przez firmy świadczące usługi”. Uważa również, że obcokrajowcy nie są jedynymi osobami wpływającymi na rynek mieszkaniowy, wskazując, że dystrybucja mieszkań i demografia również odgrywają rolę.

Dani, który również studiuje w Eindhoven, planuje pozostać w Holandii ze względu na możliwości rozwoju zawodowego i kariery. Twierdzi jednak, że znalezienie mieszkania zajęło mu miesiące i udało mu się je zapewnić dopiero w październiku, po długich poszukiwaniach. Chociaż nie uważa, że ​​obcokrajowcy są otwarcie obwiniani za kryzys, uważa, że ​​„wielu miejscowych prawdopodobnie tak zakłada”.

Jules, studentka z Groningen, mówi, że nie planuje zostać w Holandii, nie tylko ze względu na mieszkanie, ale także dlatego, że chce poznać inne kraje i kultury. Wspomina również, że bariera językowa jest ważnym czynnikiem, ponieważ pobyt na dłuższy okres wymagałby nauki niderlandzkiego. Chociaż znalezienie mieszkania jest trudne, twierdzi, że nie jest to główny powód jej decyzji o wyjeździe.

Kalina, która studiuje w Eindhoven, opisuje sytuację mieszkaniową jako niezwykle konkurencyjną. „Trzeba reagować na oferty w ciągu kilku sekund, bo miejsca są natychmiast zajmowane” – mówi. Zwraca również uwagę, że wielu pracowników zagranicznych, szczególnie z firm takich jak ASML, przeprowadza się do Eindhoven, co dodatkowo zwiększa popyt na mieszkania. Według niej trudności ze znalezieniem stabilnego mieszkania będą miały silny wpływ na jej decyzję o pozostaniu w Holandii po ukończeniu studiów.

Diane, studentka licencjatu w Delft, mówi, że wciąż nie jest pewna, czy chce zostać w Holandii, ale mieszkanie będzie ważnym czynnikiem w tej decyzji. Uważa, że ​​kraj ten oferuje wysoką jakość życia i czuje się mile widziany zarówno przez holenderskich, jak i zagranicznych studentów, ale przyznaje również, że studenci i pracownicy zagraniczni przyczyniają się do popytu na mieszkania, obok innych czynników, takich jak większa liczba młodych ludzi wyprowadzających się z kraju i żyjących na własną rękę.

Te perspektywy pokazują, że studenci zagraniczni nie stanowią jednej grupy o jednolitym stanowisku. Niektórzy chcą zostać, inni chcą wyjechać, a wielu wciąż nie jest zdecydowanych – ale prawie wszyscy wymieniają mieszkanie jako jeden z kluczowych czynników wpływających na ich przyszłość.

Czy my jesteśmy problemem?

Jako student zagraniczny w Holandii często zastanawiam się, czy to my jesteśmy częścią problemu. Studiowanie za granicą to pod wieloma względami przywilej. To wybór, by opuścić kraj ojczysty, szukać lepszej edukacji, lepszych możliwości, a czasem po prostu innego środowiska. Nie każdy ma taką szansę i jestem tego świadomy.

Jednocześnie jednak studenci zagraniczni nie spowodowali niedoboru mieszkań w postaci setek tysięcy lokali. Nie opracowaliśmy polityki mieszkaniowej, nie spowolniliśmy budowy i nie decydowaliśmy, ile domów powinno powstawać każdego roku. Po prostu weszliśmy w system, który i tak był już pod presją.

I tu właśnie dyskusja się komplikuje. Bo owszem, studenci zagraniczni rzeczywiście zwiększają popyt na mieszkania – zwłaszcza w miastach uniwersyteckich. Ale wzrost popytu nie oznacza kryzysu. Kryzys pojawia się, gdy popyt rośnie, a podaż nie nadąża. A w Holandii od lat podaż nie nadąża.

Złamanie mitu

Liczby te przedstawiają inną historię niż powtarzana narracja. Jak wspomniano powyżej, rząd informował o niedoborze 410 000 mieszkań . Jednocześnie w 2025 roku na holenderskich uniwersytetach studiowało 128 000 studentów zagranicznych na wszystkich poziomach studiów.

Aby lepiej zrozumieć skalę i chronologię kryzysu mieszkaniowego, ważne jest porównanie wzrostu liczby studentów zagranicznych z niedoborem mieszkań w tym samym okresie. Dane holenderskiej organizacji na rzecz internacjonalizacji edukacji ( Nuffic ) oraz szacunki niedoboru mieszkań z ABF Research , z których korzysta rząd holenderski, pozwalają na takie porównanie.

Tabela 1: Wzrost liczby studentów zagranicznych i niedobór mieszkań w Holandii (2020–2025). Źródła: Nuffic; ABF Research (szacunki niedoboru mieszkań wykorzystywane przez rząd holenderski).

Porównanie pokazuje, że chociaż liczba studentów zagranicznych stopniowo rosła z czasem, niedobór mieszkań osiągnął znacznie większą skalę i objął już setki tysięcy domów, zanim nastąpił ostatni wzrost liczby studentów zagranicznych. Sugeruje to, że kryzys mieszkaniowy nie jest nagłym skutkiem wzrostu liczby studentów zagranicznych, lecz problemem strukturalnym, który narasta od lat.

Zakładając, że każdy student zagraniczny zajmuje jeden pokój lub dom, co jest już przesadą, ponieważ wielu dzieli mieszkania, skala niedoboru mieszkań nie odpowiada popytowi generowanemu wyłącznie przez obcokrajowców. Nawet w hipotetycznym scenariuszu, w którym wszyscy studenci zagraniczni opuściliby kraj jutro, Holandia nadal borykałaby się z niedoborem mieszkań wynoszącym prawie 300 000.

Zatem, mimo że studenci zagraniczni mają wpływ na rynek mieszkaniowy, szczególnie w miastach uniwersyteckich, takich jak Eindhoven, Rotterdam i Amsterdam, skala ogólnokrajowego niedoboru mieszkań pokazuje, że kryzys jest znacznie większy niż sam napływ studentów.

Społeczeństwo rośnie, ponieważ ludzie się przemieszczają

Debata na temat studentów zagranicznych rodzi również głębsze pytanie o tożsamość samych holenderskich miast. Weźmy na przykład Amsterdam. Na długo zanim stał się jednym z najbardziej pożądanych miejsc do życia w Europie, był małą osadą rybacką, która rozrosła się w globalny ośrodek handlowy, głównie dzięki migracji. Kupcy, rzemieślnicy, uczeni i uchodźcy z całej Europy przyczynili się do przekształcenia miasta w centrum handlu, nauki i kultury w okresie holenderskiego Złotego Wieku . Pod wieloma względami to właśnie otwartość na przybyszów przyczyniła się do sukcesu miasta.

Obecnie studenci zagraniczni odgrywają podobną rolę w nowoczesnych gospodarkach opartych na wiedzy. Uniwersytety takie jak Uniwersytet Techniczny w Delfcie przyciągają studentów z całego świata, generując nie tylko dodatkowe zapotrzebowanie na mieszkania, ale także wiedzę, badania, innowacje i aktywność gospodarczą. Jednak nie wszyscy studenci zagraniczni pozostają w Holandii po ukończeniu studiów. Według badań Nuffic , około 57% absolwentów zagranicznych pozostaje w Holandii rok po ukończeniu studiów, ale liczba ta spada z czasem, a około 25–30% nadal mieszka w kraju pięć lat później. Ci, którzy zostają, często pracują w sektorach borykających się z niedoborami siły roboczej , szczególnie w inżynierii, technologii i badaniach. Oznacza to, że podczas gdy studenci zagraniczni zwiększają krótkoterminowy popyt na mieszkania, tylko mniejszość pozostaje w Holandii na stałe, co oznacza, że ​​nie mogą wyjaśnić skali krajowego niedoboru mieszkań wynoszącego ponad 400 000 mieszkań.

Pytanie staje się zatem szersze niż tylko kwestia niedoboru mieszkań. Staje się pytaniem o to, jakim krajem chce być Holandia: krajem otwartym, międzynarodowym i opartym na wiedzy, czy też takim, który zamyka się w sobie, ponieważ infrastruktura nie nadąża za wzrostem gospodarczym. Studenci zagraniczni są zatem nie tylko najemcami na rynku mieszkaniowym, ale także współtwórcami gospodarki i instytucji naukowych, które sprawiają, że holenderskie miasta są konkurencyjne w skali globalnej.

Mówiąc szerzej, ograniczenie mobilności stanowiłoby wyzwanie dla jednej z definiujących cech współczesnego świata: przepływu ludzi i idei. Globalizacja umożliwiła studentom dostęp do edukacji za granicą, naukowcom współpracę międzynarodową, a miastom – stanie się centrami innowacji i wiedzy. Debata polityczna w Holandii niekoniecznie dotyczy jednak całkowitego zaprzestania edukacji międzynarodowej, lecz znalezienia równowagi – utrzymania języka niderlandzkiego jako głównego języka nauczania przy jednoczesnym przyciąganiu międzynarodowych talentów w sektorach, w których są one potrzebne.

Wyzwaniem nie jest zatem to, czy studenci zagraniczni powinni w ogóle przyjeżdżać, ale jak kraj może zachować konkurencyjność na arenie międzynarodowej, a jednocześnie poradzić sobie z presją związaną z mieszkalnictwem i infrastrukturą publiczną.

Sugerowanie, że studenci powinni po prostu pozostać w swoich krajach, oznacza odejście od otwartości, która historycznie napędzała postęp gospodarczy i naukowy.

Przemieszczanie się zawsze było istotnym elementem rozwoju. Wyzwaniem dla decydentów nie jest zatem powstrzymanie ludzi przed przemieszczaniem się, ale zapewnienie, że infrastruktura – w tym mieszkalnictwo – nadąża za coraz bardziej mobilnym światem.

Jak zauważa Kalina, sytuacja jest bardziej złożona niż tylko obwinianie jednej grupy. Zauważa, że ​​studenci i pracownicy zagraniczni rzeczywiście zwiększają popyt na mieszkania, ale także, że coraz więcej młodych ludzi wyprowadza się i żyje na własną rękę, co dodatkowo zwiększa presję na rynek mieszkaniowy.

Wniosek

Migracja w Holandii zwiększa popyt na mieszkania, szczególnie w miastach uniwersyteckich. Jednak skupienie się wyłącznie na studentach zagranicznych grozi przeoczeniem strukturalnego charakteru holenderskiego niedoboru mieszkań. Holandia od lat zmaga się z problemem budowy wystarczającej liczby mieszkań, co oznacza, że ​​nawet niewielki wzrost popytu może doprowadzić i tak już napięty rynek do granic możliwości. W tym sensie migranci mogą nasilać objawy kryzysu, ale nie są jego główną przyczyną.

Obwinianie studentów zagranicznych za kryzys mieszkaniowy grozi zatem nadmiernym uproszczeniem znacznie bardziej złożonego problemu strukturalnego. Holandia zmaga się z kryzysem mieszkaniowym nie dlatego, że przybyło zbyt wielu ludzi; zmaga się z kryzysem mieszkaniowym, ponieważ nie wybudowano wystarczającej liczby mieszkań.

Napisany przez

Kształt rozmowy

Czy masz coś do dodania do tej historii? Jakieś pomysły na wywiady lub kąty, które powinniśmy zbadać? Daj nam znać, jeśli chcesz napisać kontynuację, kontrapunkt lub podzielić się podobną historią.