Ideały kobiecego piękna, które można osiągnąć jedynie poprzez bolesne zabiegi manipulacji fizycznej, nie są niczym nowym. Historia jest ich pełna: maleńkie, skrępowane stopy w cesarskich Chinach, duszące gorsety, które rzeźbiły talie os w XIX-wiecznej Europie.
Dziś jednak presja ta przybrała nową, cyfrową formę — „twarz na Instagramie”.
Przejrzyj media społecznościowe wystarczająco długo, a pojawi się dziwny schemat. Influencerzy, celebryci i twórcy treści zaczynają się ze sobą zlewać. Ten sam wyrzeźbiony nos i ostra jak brzytwa linia szczęki. Te same przepełnione usta. Te same policzki oczyszczone z tłuszczu pod policzkami. Indywidualność, niegdyś kwintesencja piękna, została po cichu wyniszczona.
źródło: https://www.refinery29.com/en-gb/2018/07/205626/kylie-jenner-instagram-post
Rozpowszechnienie się tych bardzo specyficznych i często niemożliwych do spełnienia kanonów piękna stało się tak powszechne, że eksperci nazywają je twarzą Instagrama. Jest to zjawisko coraz częściej łączone z presją związaną z postrzeganiem własnego ciała wśród młodych kobiet.
Samo określenie wywodzi się z artykułu z 2019 r. w czasopiśmie The New Yorker, w którym pisarka Jia Tolentino opisała ten wygląd jako młodą twarz „z pozbawioną porów skórą i pulchnymi, wysokimi kośćmi policzkowymi”, która jest „wyraźnie biała, ale jednocześnie niejednoznacznie etniczna”.
Innymi słowy: starannie zaprojektowana estetyka, która łączy cechy różnych grup rasowych, jednocześnie łagodząc wszelkie oznaki indywidualności.
Naukowcy badają teraz to zjawisko bliżej. Badanie obserwacyjne z 2024 roku, opublikowane w czasopiśmie „Aesthetic Surgery Journal Open Forum”, opisało wyidealizowaną „twarz Instagrama ” jako symetryczną, zgodną ze złotym podziałem i charakteryzującą się małym, schludnym nosem, pełnymi ustami, wysokimi kośćmi policzkowymi i ostrą, wyrzeźbioną linią żuchwy.
Badanie wskazuje, że każdego dnia na Instagram trafia około 95 milionów zdjęć i filmów, z których wiele jest cyfrowo przerabianych, by przedstawić wyidealizowaną i często nieosiągalną wersję rzeczywistości. Te obrazy, powtarzane w nieskończoność, po cichu kształtują społeczne postrzeganie piękna.
A konkurencja nie jest już tylko ludzka.
Młode kobiety przeglądające dziś media społecznościowe nie tylko porównują się ze sobą nawzajem, ale coraz częściej również z hiperrealistycznymi twarzami generowanymi przez sztuczną inteligencję, które nie mają porów, asymetrii ani oznak starzenia.
Dla dziewcząt z marginalizowanych środowisk rasowych lub etnicznych „twarz na Instagramie” może wysyłać ciągły strumień komunikatów, że w jakiś sposób są „za bardzo” w jednej rzeczy lub „za mało” w innej. Kiedy standardy piękna odzwierciedlają jedynie wąski wycinek ludzkości, subtelnie uczą każdego, kto się od nich odcina, kwestionowania własnego odbicia. Osoby, które nie pasują do europocentrycznej estetyki, borykają się z dodatkowym obciążeniem. Presja, by zmienić swoje rysy twarzy, może prowadzić do bolesnego odłączenia od ich tożsamości kulturowej, pogłębiając wstyd z powodu cech, które wiążą je z ich dziedzictwem.
Tymczasem rynek jest gotowy do kapitalizacji.
Globalny wzrost siły nabywczej kobiet – czasami określany jako SHEconomy – uczynił je jedną z najpotężniejszych grup konsumenckich na świecie. Wraz z rozwojem edukacji i kariery kobiet, branże coraz częściej wykorzystują ich poczucie niepewności, sprzedając produkty i procedury, które obiecują „naprawić” postrzegane niedoskonałości.
Poprawki kosmetyczne są coraz częściej reklamowane jako forma „dbania o siebie”: zafundowanie sobie wypełniaczy ust, świętowanie ważnych momentów korektą nosa – lista jest długa. W niektórych krajach normalizacja idzie jeszcze dalej. Na przykład w Korei Południowej nierzadko zdarza się, że dziewczęta otrzymują w prezencie zabiegi chirurgii plastycznej po ukończeniu studiów.
Twarz staje się czymś bliższym projektowi biznesowemu.
Coraz częściej zachęca się ludzi do traktowania własnego wyglądu jak korporacji: identyfikowania sektorów o niskich wynikach, inwestowania w ulepszenia, odrzucania tego, co nie maksymalizuje zysków. Rebrandingu twarzy, aby pasował do estetyki aktualnie dominującej w algorytmie.
Efektem jest to, co niektórzy krytycy opisują jako swego rodzaju „twarz cyborga ” — cyfrowo inspirowana kompozycja, która zapożycza cechy różnych grup etnicznych i łączy je w jeden wizerunek, który można sprzedać na całym świecie.
Nadmiernie opalona skóra. Brwi i kształt oczu inspirowane Azją Południową. Pełne usta kojarzone z czarną urodą. Wąski, kaukaski nos. Kości policzkowe często kojarzone z bliskowschodnią lub indiańską strukturą twarzy.
Globalizacja, zakorzeniona w chirurgii plastycznej i mediach społecznościowych, powoli sprawia, że ludzkie twarze stają się jedną linią produktów.
I to jest chyba najbardziej niepokojące. W świecie, w którym kobiety są coraz bardziej do siebie podobne, akceptacja swoich naturalnych rysów – nauka pracy w harmonii z twarzą, a nie wbrew niej, staje się czymś po cichu radykalnym. Formą buntu.
Bo bez względu na to, ile zabiegów się przejdzie, sama perfekcja kosmetyczna rzadko daje to, co obiecuje. Pewności siebie i poczucia własnej wartości nie da się wstrzyknąć ani wyrzeźbić. Buduje się je od wewnątrz.
A może prawdziwy akt buntu w dobie Instagrama jest po prostu prosty: odmowa stania się szablonem.
