Pomarańczowa linia metra nr 7 jedzie na południe, w kierunku Walencji Południowej. Kiedy wysiadamy na stacji Paiporta, powietrze wydaje się inne: wszędzie unosi się zapach mokrej ziemi.

Gdy metro wyjeżdża z tunelu na płaskie równiny Horta Sud, krajobraz się otwiera. Ale pierwszą rzeczą, jaką widzisz, gdy drzwi się rozsuwają, nie są pola uprawne. To rana: stosy gruzu, worki z materiałami budowlanymi, połamane palmy porozrzucane po ziemi, gdzie kiedyś były pola.

Gruz i połamane palmy, Paiporta

Gruz i połamane palmy na skraju Paiporta, rok po powodzi DANA. (Zdjęcie: Valentina Jaimes)

Mieszkańcy nazywają Paiportę zona cero powodzi DANA, która nawiedziła region Walencji pod koniec października 2024 roku. W ciągu kilku minut woda zalała ulice i parterowe domy. Rok później czyste linie odbudowanej stacji i nowo wyasfaltowanej drogi próbują sygnalizować normalne życie, ale gruz na obrzeżach opowiada inną historię: odbudowa nie przebiega po linii prostej.

Droga Echegaray

Kilka ulic od stacji spotykam Coco, robotnika łatającego łuszczącą się fasadę w pobliżu swojego domu. Po drugiej stronie ulicy, na czerwono, zamalowano szyld z napisem „Sánchez dimisión” (Sanchez dimisión).

Drzwi Coco to szara metalowa blacha wbita w uszkodzoną ścianę. Na drzwiach widnieje wyblakły napis „Está en venta” (na sprzedaż). Ktoś dodał: „No está en venta” (nie na sprzedaż). Odpowiedziała inna ręka. Napisy nakładają się na siebie, aż znów dominuje jeden wers: Na sprzedaż.

Coco jest najemcą i twierdzi, że jest w sporze prawnym z właścicielami. „Kiedy zaczną się sprawy sądowe, wyrzucą mnie” – mówi. Wierzy, że chcą odzyskać nieruchomość, żeby zbudować coś nowego. Płaci 100 euro miesięcznie i twierdzi, że nie może opuścić ani jednej raty bez ryzyka eksmisji.

Wskazuje na zaoferowane odszkodowanie: 6000 euro za remont domu. „Nie da się tego naprawić za 6000 euro” – mówi. „A tak w ogóle, właściciele zatrzymali pieniądze. Chcą się mnie pozbyć”.

Kiedy Coco otwiera drzwi, dwa białe koty wybiegają mu na spotkanie. „Moje największe miłości” – mówi.

W nocy 29 października 2024 roku Coco pracował w polu. Kiedy wrócił, przed jego budynkiem stała Gwardia Cywilna.

Potem zaczął krzyczeć imię swojego kota. „Luna, Luna!” – krzyknął. Luna odpowiedziała mu krzykiem z wnętrza. Luna wdrapała się na koło, przemoczona, i trzymała się go, żeby utrzymać się nad wodą. Straż Cywilna nie pozwoliła mu wejść. Wewnątrz było zbyt niebezpiecznie, wszędzie pełno gruzu i potłuczonego szkła. „Jutro” – powiedzieli mu.

Dziś, rok później, miski kotów są pełne, a ich zabawki porozrzucane, co stanowi dowód na to, że o coś w tym domu nadal ktoś dba.

Wszystko inne wydaje się tymczasowe, pozostawione w trakcie naprawy. Drzwi zostały zdjęte z zawiasów i oparte o ściany. Podłoga jest goła i czerwonawa, niedokończona, a chłód, jak mówi, unosi się spod niej. Nie ma prawdziwej kuchni, tylko zestaw palników. Woda powodziowa, jak mówi, sięgała prawie sufitu; ściany wciąż ją unoszą w postaci odsłoniętych powierzchni.

Zniszczona kuchnia i jadalnia, łuszczące się ściany i porozrzucane rzeczy w zalanym domu w Paiporta.

Wnętrze domu zniszczonego przez powódź w Paiporta, którego remont wciąż nie został ukończony. (Zdjęcie: Valentina Jaimes)

Za mieszkaniem znajduje się niewielki dziedziniec, który jest jedynie ziemną pustką. Czarne prześcieradło i wiszące dżinsy pełnią funkcję zasłony oddzielającej go od sypialni. To improwizowana granica wewnątrz domu, w którym nie ma już wyraźnych linii.

Tylko łazienka wygląda, jakby ktoś próbował zacząć od nowa. Jest nowa toaleta, nowa umywalka i mozaika w miejscu, gdzie powinien być prysznic. Ale woda nie działa, mówi Coco, więc bierze prysznic u siostry.

„Wszystko wymaga naprawy” – mówi. „Ale brakuje czegoś ważnego: pieniędzy, czasu… i motywacji”.

Coco ma sześćdziesiąt lat, jest z zawodu budowlańcem, ma siwą brodę, głos szorstki jak dym, wciąż w roboczym ubraniu pokrytym białą farbą. A potem zmienia rejestr: mówi mi, że radość daje mu flamenco. Wyciąga czerwony wachlarz i zaczyna śpiewać. Mieszka teraz sam, rozwiedziony, i przyznaje, że czasami po prostu nie ma siły, żeby samemu dokończyć budowę. Nawet mając ku temu umiejętności.

Po powodzi, jak mówi, wolontariusze z innych miejscowości przywieźli, co mogli: lodówkę, kuchenkę mikrofalową, a nawet podgrzewacz wody, którego nadal nie udało mu się zainstalować. „To właśnie mnie rozpłakało” – mówi. „Ludzie z sercem”.

Kasyno

Podążając za zapachem wody rzecznej, docieram do wąwozu przecinającego Paiportę. Barranco del Poyo otwiera się przede mną: szeroki, odsłonięty, niemal zbyt rozległy jak na coś, co przebiega przez zwykłe miasto.

Wzdłuż krawędzi ogrodzenia mieszkańcy przywiązali do metalowych balustrad pamiątkowe elementy: kwiaty, rysunki, girlandy i odręczne notatki. Wiadomości dla tych, którzy nie dotarli do domu.

Na rogu mostu, na plastikowych krzesłach kawiarnianych, siedzi mała grupa starszych mężczyzn, zwrócona twarzą w stronę zamkniętego wejścia do Ateneu Musical y Mercantil, miejsca, które wszyscy nazywają El Casino.

Przed powodzią, jak mi mówią, to właśnie tutaj zbierało się miasto: na próbach, koncertach, spotkaniach, uroczystościach. Na fasadzie namalowany zegar wciąż wskazuje rok 1920, rok założenia miasta.

Wejście do Ateneu Musical y Mercantil („El Casino”) w Paiporta, z widocznymi krzesłami w środku.

El Casino — Ateneu Musical y Mercantil — niegdyś kluczowe miejsce spotkań w Paiporta. (Zdjęcie: Valentina Jaimes)

Teraz jeden z nich wzrusza ramionami: „Todo está hecho polvo” (wszystko jest w kawałkach). Mówiąc o odbudowie, powtarzają to samo: obietnice są łatwe. Brakuje rąk do pracy. Brakuje robotników do odbudowy.

Przez szczeliny widać zniszczenia wewnątrz: gołe kamienie i kable elektryczne zwisające z sufitu. A nad nimi wciąż zachował się jeden detal. Malowidło na suficie przedstawia ludzi grających muzykę. To przypomnienie, czym to miejsce kiedyś było.

Barranco del Poyo

Przed zakładem fryzjerskim dwoje licealistów opowiada mi, co wciąż widzą, gdy zamykają oczy, z tamtych czasów: samochody. Sterty ich, zmiażdżone jak zabawki po powodzi. Rok później brzmią niemal zaskoczeni własnym optymizmem. „Teraz wygląda ładniej” – mówi jeden z nich. „Bardziej nowocześnie”.

Miasto musiało uprzątnąć około 13 000 rozbitych pojazdów. Teraz burmistrz mówi, że Paiporta chce mniejszego ruchu w centrum i więcej zieleni.

Jest prawie siódma wieczorem. Na dole, w wąwozie, robotnicy w kaskach przemieszczają się między ciężarówkami i rusztowaniami. Odbudowują koryto rzeki i pracują nad podporami nowego mostu.

Na skraju parkingu, z torbą zakupów w ręku, zatrzymuje się mężczyzna, żeby popatrzeć. Nazywa się José i jest mieszkańcem Paiporta w średnim wieku. Przygląda się maszynom z uwagą, jaką poświęca się czemuś, co może nas ochronić następnym razem.

„Na razie wzmocnili boki” – mówi, wskazując na podwyższone parapety i nowo wybudowane obrzeża, środki mające na celu powstrzymanie wody. Następnie przenosi się z teraźniejszości do dnia, w którym wszystko się zawaliło. Mówi, że podczas huraganu DANA w Paiporta nawet nie padało. Woda spłynęła wąwozem z góry. A kiedy dotarła, ludzie nie wiedzieli, co robić. Zostać w domu? Wyjść na zewnątrz? Przestawić samochód? Pamięta sąsiadów, którzy próbowali ratować pojazdy, wpychając je do garaży, jakby to mogło przechytrzyć nadciągającą powódź.

Później, jak mówi, woda znów opadła, ciągnąc za sobą szczątki tego, co połknęła.

José mówi, że miasto się zmieniło, zwłaszcza ludzie. Wielu było wstrząśniętych psychicznie. Nawet teraz, gdy obowiązuje pomarańczowy lub czerwony alert pogodowy, niepokój szybko się rozprzestrzenia. „Kiedy ludzie słyszą deszcz”, mówi, „to ich przeraża”.

José spogląda wstecz na światła w wąwozie. „Te prace kosztują pieniądze” – mówi. „Infrastruktura nie powstaje z dnia na dzień”. Obserwował, jak ekipy przyjeżdżały tu dzień po dniu przez rok, wzmacniając kanał. Wierzy, że fundusze rządowe i wsparcie europejskie pomagają. Mimo to, jak twierdzi, istnieje luka między odbudową robót publicznych a naprawą parteru, gdzie mieszkają rodziny.

Burmistrz Paiporty przyznaje, że rok później odbudowa wciąż wynosi zaledwie około 20%. „Jest znacznie wolniejsza, niż byśmy chcieli” – mówi w wywiadzie.

Uszkodzony parterowy dom w Paiporta, z otwartą fasadą i wnętrzem odsłoniętym za barierami.

Dom parterowy pozostawiony odkryty długo po ustąpieniu wód powodziowych. (Zdjęcie: Valentina Jaimes)

Dolne domy wciąż stoją z rozwalonymi parterami, a wejścia zawaliły się w stronę kanału. Wiele z nich jest teraz pustych. Z ulicy widać prosto do pomieszczeń, które kiedyś były sypialniami i salonami. Nie ma już mebli ani prywatności.

W miejscach, gdzie kiedyś znajdowały się drzwi, natura zaczęła na nowo wkraczać do akcji. Wzdłuż krawędzi wyrastają młode drzewa i gałęzie, jakby próbowały zastąpić to, czego brakuje.

Ale ludzi, którzy tu mieszkali, już tu nie ma. Przez zniszczone ściany wciąż widać zarys ich życia, jakbyś patrzył do domu, do którego nigdy nie miałeś wejść. A pytanie, które wisi nad Paiportą, ciche i bez odpowiedzi, brzmi: gdzie oni teraz są?

Kształt rozmowy

Czy masz coś do dodania do tej historii? Jakieś pomysły na wywiady lub kąty, które powinniśmy zbadać? Daj nam znać, jeśli chcesz napisać kontynuację, kontrapunkt lub podzielić się podobną historią.