W miejscu, gdzie Gaza nie przypomina już tego, czym była kiedyś, kształtuje się nowy eksperyment geopolityczny. Nie jest to po prostu misja pokojowa ani klasyczna interwencja humanitarna; to miejsce ma stać się poligonem doświadczalnym dla złożonej architektury kontroli międzynarodowej, gdzie siły zbrojne, nowe instytucje i państwa europejskie współistnieją w ramach przejściowego mechanizmu władzy, a Europa znajduje się w paradoksalnej sytuacji – obecna na miejscu, ale niepewna co do instytucjonalnej legitymacji tego nowego systemu.

Podstawą tego mechanizmu jest rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803, która zatwierdza kompleksowy plan zakończenia konfliktu i upoważnia do utworzenia tymczasowych Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych (ISF) w Strefie Gazy. Siły te mają wyraźny wymiar militarny w ramach demilitaryzacji Strefy Gazy, całkowitego rozbrojenia niepaństwowych sił zbrojnych oraz samego Hamasu. Jednocześnie zapewniają one ochronę ludności cywilnej i szkolenie nowych palestyńskich sił bezpieczeństwa, współpracując jednocześnie z Izraelem i Egiptem w celu kontroli granic i utrzymania stabilności.

Ten punkt zwrotny dla Gazy oznacza początek nowego rozdziału, w którym nie będzie ona jedynie pod nadzorem humanitarnym, ale pod międzynarodowym systemem bezpieczeństwa. W praktyce ISF chce działać jako przejściowy mechanizm suwerenności, łącząc wycofanie armii izraelskiej, ale nie z suwerennością Izraela, a stworzenie nowego palestyńskiego systemu administracyjnego i policyjnego; jednakże z wątpliwą możliwością samostanowienia w jego suwerennej, żywotnej przestrzeni.

Europa, choć nie jest liderem tej inicjatywy, już rozpoczęła integrację z tym nowym systemem. Na przykład Grecja, według zweryfikowanych informacji z gazety „Kathimerini”, planuje wysłać batalion liczący od 100 do 150 żołnierzy, wyposażony w pojazdy opancerzone, inżynierów i personel medyczny, który będzie odgrywał aktywną rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa, a nie tylko pomocy humanitarnej, jak miało to miejsce w Afganistanie. Rzecznik rządu odmówił jednak komentarza w kwestiach operacyjnych, nie dementując informacji podanych przez „Kathimerini”. Jednocześnie, według informacji greckiego Pentagonu, dwóch greckich oficerów znajduje się już w cywilno-wojskowym centrum koordynacyjnym CMCC w Kirjat Gat, które działa pod dowództwem USA.

Ta transformacja nie ma charakteru wyłącznie militarnego. Ma charakter instytucjonalny. Rezolucja ONZ przewiduje również utworzenie nowej organizacji międzynarodowej, tzw. Rady Pokoju, tymczasowego organu administracyjnego z międzynarodową osobowością prawną, który będzie nadzorował zarządzanie i odbudowę Gazy do czasu, aż Autonomia Palestyńska odzyska kontrolę.

„Stabilizacja” w Strefie Gazy nie opiera się na znanym, powolnym, przejrzystym (i często niewystarczającym) ekosystemie ONZ, ale na nowym mechanizmie polityczno-administracyjnym zwanym Radą Pokoju, która ma międzynarodowy status prawny, administrację przejściową i strategiczne wytyczne dla międzynarodowych sił bezpieczeństwa, przynosząc wątpliwe rezultaty i kierując się surową, scentralizowaną i nieprzejrzystą polityką USA jako gwaranta planów Izraela.

Dlatego nie mamy tu po prostu „misji pokojowych”, mamy model międzynarodowego nadzoru, który został instytucjonalnie narzucony jako „rozwiązanie”, a następnie oczekuje się, że inni go zalegalizują poprzez udział.

Ten nowy organ stwarza również niepewność polityczną, ponieważ Unia Europejska i kilka jej państw członkowskich pełnią rolę obserwatorów , co uniemożliwia pełną integrację instytucjonalną. Komisja Europejska, za pośrednictwem komisarz Dubravki Šuicy, weźmie udział w posiedzeniu Rady Pokoju, ale jasno dała do zrozumienia, że ​​nie zostanie członkiem nowej organizacji, wyrażając obawy, że organ ten może zastąpić ONZ.

Grecja podtrzymuje podobne stanowisko, uczestnicząc jedynie jako obserwator, dążąc do zachowania równowagi między współpracą ze Stanami Zjednoczonymi a zaangażowaniem w międzynarodowy system legitymizacji ONZ. Rząd grecki jasno dał do zrozumienia, że ​​każdy udział w siłach pokojowych musi opierać się na wyraźnym mandacie Rady Bezpieczeństwa, podkreślając obawy przed stworzeniem równoległego międzynarodowego mechanizmu władzy.

Ta niechęć nie jest przypadkowa, gdyż Rada Pokoju otrzymała szerokie uprawnienia, obejmujące możliwość tworzenia struktur administracyjnych i operacyjnych, koordynowania finansowania oraz nadzorowania przejściowych rządów Gazy, działając w istocie jako tymczasowa administracja międzynarodowa.

Jeśli chodzi o Europę, zaangażowanie nie ma charakteru czysto militarnego. Włochy już oświadczyły , że są gotowe wyszkolić nową palestyńską policję, wzmacniając w ten sposób mechanizm bezpieczeństwa wewnętrznego, który zastąpi dotychczasowe struktury władzy w Strefie Gazy.

Szkolenie to stanowi kluczowy element procesu transformacji, ponieważ ISF ma również mandat do wspierania i szkolenia nowych palestyńskich sił bezpieczeństwa. Stwarza to propozycję hybrydowego modelu bezpieczeństwa: międzynarodowych sił zbrojnych dla stabilizacji, nowej palestyńskiej policji dla porządku wewnętrznego oraz międzynarodowego mechanizmu administracyjnego dla sprawowania rządów.

Rzeczywistość oczywiście pozostaje krucha. Niedawna wizyta przewodniczącej niemieckiego Bundestagu Julii Klöckner w Strefie Gazy odbyła się pod ścisłą eskortą wojskową armii izraelskiej, a nawet towarzyszący jej dziennikarze nie mieli dostępu do tego terytorium, mimo że większy dostęp dla obserwatorów międzynarodowych i pomocy humanitarnej jest na arenie międzynarodowej „moralnym obowiązkiem”, a nie ustępstwem politycznym. Warto powtórzyć, że społeczność międzynarodowa planuje odbudowę i stabilizację Strefy Gazy, ale rzeczywista suwerenność nad tym terytorium pozostaje rozdrobniona.

Rodzi to głębsze pytanie: czy jest to misja pokojowa, czy nowa forma międzynarodowego zarządzania? Inicjatywa ta wydaje się mieć charakter dwubiegunowy, łącząc misję pokojową z międzynarodowym zarządzaniem, z myślą o stworzeniu warunków, które ostatecznie umożliwią powrót Palestyny ​​do samorządności i drogę do państwowości. Z drugiej strony, stworzenie międzynarodowego mechanizmu z uprawnieniami wojskowymi, policyjnymi i administracyjnymi bardziej przypomina modele międzynarodowego powiernictwa, takie jak te wdrożone na Bałkanach w latach 90. XX wieku.

Dla Europy ten udział jest również testem autonomii strategicznej, ponieważ inicjatywa i strategiczne kierownictwo pozostają w dużej mierze pod wpływem Ameryki. Europa znajduje się zatem w pozycji pośredniej, nie będąc ani w pełni autonomiczną, ani jedynie obserwatorem. Gaza staje się zatem laboratorium przyszłości bezpieczeństwa międzynarodowego. Obszarem, na którym armie, organizacje międzynarodowe i administracje przejściowe współistnieją, próbując narzucić porządek w otoczeniu, w którym sama koncepcja suwerenności pozostaje w fazie negocjacji.

Prawdziwym pytaniem jest, czy doprowadzi to do stworzenia nowego modelu międzynarodowej potęgi, w którym o stabilność dbają nie państwa, ale wielopoziomowe mechanizmy nadzoru wojskowego i instytucjonalnego.

Europa wkracza do Strefy Gazy, testując swoje możliwości twardej siły, ale raczej eksperymentalnie i nieśmiało, utrzymując swoje zastrzeżenia w obszarze, gdzie legitymacja, bezpieczeństwo i narracja polityczna są już podważane. Rada Bezpieczeństwa ONZ udzieliła ochrony prawnej nowej strukturze (Rada Pokoju/ISF), ale jej architektura, z Donaldem Trumpem odgrywającym centralną rolę w Radzie Pokoju i z mandatem demilitaryzacji, który wyraźnie uderza w „niepaństwowe grupy zbrojne”, wygląda raczej jak przejściowa „administracja pod nadzorem”.

Dlatego właśnie europejskie manewry są wymowne: Komisja Europejska uczestniczy w nich jako obserwator, a nie członek, powołując się na rozejm i odbudowę, ale zachowując instytucjonalny dystans wobec inicjatywy, którą wielu postrzega jako równoległy międzynarodowy środek ciężkości.

Włochy ze swojej strony mówią o szkoleniu palestyńskiej policji, „łagodnego” narzędzia, które jednak decyduje o tym, kto jutro będzie stosował przemoc państwową. Jednocześnie odżywa debata na temat „armii europejskiej”, ale nawet czołowe głosy ostrzegają, że równoległa struktura obok NATO mogłaby zaburzyć hierarchię i stać się niebezpieczna.

Ironią jest to, że podczas gdy główne instytucje i organizacje mówiły o masowych zbrodniach i ludobójstwie, społeczność międzynarodowa nigdy nie „chwyciła się” narzędzia stworzonego właśnie w tym celu – Odpowiedzialności za Ochronę (R2P) . Amnesty International stwierdziła , że ​​jej zdaniem próg prawny dla ludobójstwa w Strefie Gazy został spełniony, podczas gdy ONZ przedstawiła podobną dokumentację. A jednak R2P, jako ramy, które mają mobilizować do zapobiegania/reagowania/działań zbiorowych, gdy państwo nie chroni ludności przed zbrodniami okrucieństwa, w praktyce pozostaje politycznie bezwładne.

Powód jest niemal cynicznie przewidywalny – R2P zależy od konsensusu politycznego, zwłaszcza w Radzie Bezpieczeństwa, gdzie geopolityka (i weto) zazwyczaj biorą górę nad „odpowiedzialnością”. Nikt nie chce otwierać skrzynki z wiążącą odpowiedzialnością, gdy kosztem jest konflikt z potężnymi sojusznikami, zmieniające się zasady zaangażowania lub realna presja.

Ponieważ zniszczenia już nastąpiły, system międzynarodowy wykazuje niezwykłą determinację, nie w celu ochrony, lecz zabezpieczenia, co skutkuje asymetrycznym podziałem sił w regionie. Rezolucja 2803 „reguluje” Radę Pokoju i przyznaje rozszerzone uprawnienia Międzynarodowym Siłom Stabilizacyjnym.

Problem polega na tym, że do tej pory nawet zawieszenie broni nie zapewniło faktycznego bezpieczeństwa na polu bitwy. Według ostatnich doniesień, izraelskie ataki po rozpoczęciu zawieszenia broni nadal odbywają się normalnie , w sytuacji, gdy potrzeby humanitarne pozostają ogromne.

Podsumowując, R2P nie „zaginęło”, ponieważ nie było kryzysu; zaginęło, ponieważ nie było woli politycznej. A teraz, gdy wola się pojawia, pojawia się głównie jako mechanizm bezpieczeństwa, Rada Pokoju, która wydaje się najpierw rozwiązywać problem władzy.

Kształt rozmowy

Czy masz coś do dodania do tej historii? Jakieś pomysły na wywiady lub kąty, które powinniśmy zbadać? Daj nam znać, jeśli chcesz napisać kontynuację, kontrapunkt lub podzielić się podobną historią.