Rumunia: jak nauczyć się być dorosłym w wieku 17 lat

Wyjazd za granicę to dla wielu młodych ludzi krok planowany latami. Dla Jarosławy Asarzhy ten moment nadszedł w 2023 roku, w wieku 17 lat, kiedy zdecydowała się na samotną podróż do innego kraju. Dziś, mając 19 lat, jest studentką trzeciego roku na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu w Bukareszcie. Wybrała Rumunię ze względu na bliskość domu, ale także dlatego, że dyplom ukończenia tego kierunku, jak sama mówi, „otwiera drzwi do dobrej przyszłości”. Jarosława nie miała okazji studiować na ukraińskim uniwersytecie – przyjechała do Rumunii bezpośrednio po ukończeniu szkoły średniej. Porównując to jednak z tym, co wie o systemie ukraińskim od znajomych i rodziny, dostrzega istotne różnice. „Myślę, że na Ukrainie potrzeba większej odpowiedzialności. Tutaj jest o wiele więcej wolności, wybór należy do ciebie – chcesz chodzić na zajęcia, czy nie” – wyjaśnia.

Kolejnym aspektem, który odkryła w Rumunii, jest ważna rola organizacji studenckich. Mówi, że organizacje te nie tylko istnieją, ale są wręcz częścią systemu organizacyjnego uniwersytetu i mają wpływ na wiele decyzji. Uważa również za bardzo cenne, że uniwersytet i kadra naukowa słuchają opinii tych organizacji, a studenci mają poczucie, że ich głos może dotrzeć do dziekana i profesorów. Jako studentka zagraniczna, Jarosława otrzymuje stypendium i bezpłatne zakwaterowanie w akademiku. Brzmi dobrze, mówi, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. „To nie wystarczy. Większość moich kolegów pracuje w niepełnym lub pełnym wymiarze godzin. Państwo dopłaca część, ale nie pokrywa wszystkiego”, wyznaje.

Koszty życia w Rumunii, jak mówi, w dużej mierze zależą od stylu życia. Dla studenta, który mieszka w akademiku i sam gotuje, wydatki są stosunkowo umiarkowane w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Jednak po uwzględnieniu wyjść na miasto, zakupów ubrań lub innych nieplanowanych wydatków, miesięczny budżet może dość szybko wzrosnąć. Wyjazd z domu w wieku 17 lat brzmi teoretycznie jak przygoda. W rzeczywistości okazał się druzgocący. „Kiedy masz 17 lat, myślisz, że świat leży u twoich stóp. Ale kiedy przyjeżdżasz sam do obcego kraju, bez rodziny, bez przyjaciół… jest to bardzo trudne” – mówi. Pierwszą przeszkodą był język. Znała go już od jakiegoś czasu, ale rzeczywistość była zupełnie inna. Potem pojawiła się samotność – to przytłaczające uczucie, że jesteś zupełnie sam, bez nikogo, kto by cię znał i o ciebie dbał. Pierwsze sześć miesięcy było tak trudne, że wielokrotnie myślała o rzuceniu wszystkiego i powrocie do domu. „W pewnym momencie zrozumiałam, że decyzja o przeprowadzce do innego kraju należy do mnie. I że jeśli sama sobie nie pomogę, nikt inny tego nie zrobi. To nie pozwoliło mi wrócić do domu” – wyjaśnia.

Z czasem odkryła, że ​​Rumuni są o wiele cieplejsi, niż się spodziewała. Z wzruszeniem opowiada o swoim pierwszym tygodniu w Bukareszcie, kiedy zgubiła się w metrze. Podeszła do mężczyzny ze słuchawkami na uszach. „Rzucił wszystko, nie odjechał metrem, pokazał mi, gdzie iść, poszedł ze mną na tę stację, żebym się nie zgubiła. Chyba to było na stacji Romana albo w tamtej okolicy, nie pamiętam dokładnie” – mówi. Drobny gest, ale taki, który utkwił jej w pamięci jako symbol życzliwości, jakiej doświadczyła w Rumunii.

Wojna na Ukrainie jest stale obecna w jej życiu, niczym rana, która nigdy się do końca nie goi. Jej rodzina jest w domu, a ona bezpieczna. Przyznała, że ​​zwłaszcza w pierwszych latach czuła się winna, ale zdała sobie sprawę, że to uczucie nie pomaga tym, którzy tam pozostali, i że jej rodzice byliby spokojniejsi, gdyby żyła swobodnie w Rumunii. Są jednak też bardziej bolesne momenty, zwłaszcza gdy miejscowi zamiast okazać solidarność, robią złośliwe żarty. „Były momenty z żartami skierowanymi do nas, związanymi z wojną, z «chochołu» (obraźliwe określenie Ukraińców). Były chwile, gdy siedziałam na przykład na lekcji, a z tyłu ktoś śpiewał «Katiuszę» (rosyjską pieśń ludową, często kojarzoną z armią sowiecką i tu użytą ironicznie) albo wysyłał nam obraźliwe wiadomości. Unikali nas lub ignorowali. Były też chwile, gdy mówili nam wprost, że nie jesteśmy mile widziani” – wyznaje. Jej reakcja jest pełna godności: „Nie odpowiadam. Jeśli ktoś pozwala sobie na takie żarty, po co miałabym z nim rozmawiać? Nie chcę zniżać się do jego poziomu”.

Z archiwum osobistego Jarosławy Asarzhy, 2025

„Na ulicach Bukaresztu”. Z archiwum osobistego Jarosławy Asarzhy, 2025

Pytania o wojnę zadawali profesorowie, a nie koledzy. Mówi, że profesorowie byli zainteresowani, troszczyli się i chcieli wiedzieć, czy studenci mają się dobrze, podczas gdy koledzy nie zadawali żadnych pytań i wydawali się całkowicie unikać tematu. Wyjaśnia, że ​​profesorowie zawsze okazywali wsparcie i zachętę, a czasem byli nawet łagodniejsi w stosunku do studentów ukraińskich niż rumuńskich. Najbardziej w domu brakuje jej nie rzeczy, ale uczucia. „Tęsknię za moimi ludźmi. Nie ma tu ludzi, którzy by do ciebie pasowali. Próbujesz poznać Rumunów, ale jesteś bardzo inny. Nawet jeśli mentalność jest czasami podobna, poziom komunikacji, żarty, wszystko jest inne. Trudno jest wejść do ich kręgu, stać się „jednym z nich”. Tęsknię za ukraińskim klimatem” – wyjaśnia.

Kolejnym szokiem kulturowym było dla niej inne tempo życia. Mówiła, że ​​na Ukrainie wszyscy ciągle się spieszyli i początkowo denerwował ją widok ludzi siedzących godzinami na tarasach z kawą; wydawało się, że nic nie robią. Z czasem jednak zrozumiała, że ​​to oznaka jakości życia i że ten właśnie rytm przyczynił się do jej uzdrowienia. „Dla mnie, siedemnastolatki, która przyjechała z całym stresem wojny, ten rytm mnie uratował, mimo że na początku doprowadzał mnie do szału”.

Negatywnym aspektem jej doświadczeń w Rumunii była biurokracja. Wyjaśniła, że ​​na Ukrainie wszystko jest bardziej przejrzyste i przewidywalne, ale w Rumunii, w wieku 17 lat, kiedy potrzebowała dokumentów lub zaświadczeń, wszystko było koszmarem, ponieważ jako osoba niepełnoletnia, nikt nie mógł jej pomóc bez rodziców. Dodała, że ​​spodziewała się, że w Europie wszystko będzie bardziej zautomatyzowane i szybsze, ale rzeczywistość była zupełnie inna, a to doświadczenie było trudniejsze niż nauka języka. Jeśli chodzi o postrzeganie Ukraińców, często czuje się postrzegana jedynie jako „uchodźczyni”, a nie jako osoba z własnymi ambicjami. Podkreśliła, że ​​wiele osób postrzega Ukraińców wyłącznie jako uchodźców, a ona chce, aby byli postrzegani jako ludzie walczący o swoją przyszłość, zwłaszcza młodzież. Z pasją opowiada o tym, jak angażują się wolontariusze, a także o sklepach i kawiarniach, które pozostają otwarte nawet podczas syren, aby pokazać, że Ukraińcy są silni, a nie ofiarami. Niepokoi ją także stereotyp, że Ukraińcy przyjeżdżają do Europy tylko po to, żeby nie pracować. Jako przykłady podaje salony kosmetyczne i małe firmy zakładane przez Ukrainki, aby pokazać, że aktywnie przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa i je budują.

Jarosława jest kategoryczna, mówiąc o powrocie na Ukrainę. „Niestety, nie widzę tam żadnej przyszłości dla młodych ludzi. Jakkolwiek boleśnie to brzmi”. Przez kilka następnych lat, aż do ukończenia studiów, pozostanie w Rumunii. Co będzie dalej, tego nie wie. „Nie myślałam jeszcze o tym, do jakiego kraju chciałabym dotrzeć. Wiem tylko, że w ciągu najbliższych kilku lat chcę coś zbudować tutaj, w Bukareszcie. Potem, kiedy będę w pełni ukształtowana, zrozumiem, dokąd chcę iść”. Na koniec, zapytana, co powiedziałaby 17-letniej Jarosławie, odpowiedziała: „Nie bój się. Strach jest normalny, nie osłabia cię. Po prostu sprawia, że ​​jesteś bardziej ostrożna. Ale nie pozwól, by strach sparaliżował twoją ciekawość. Idź naprzód, nie zatrzymuj się, nieważne jak ciężko jest. I nie obwiniaj się za błędy. To minie. Będzie dobrze”.

Między Ukrainą a Wielką Brytanią: perspektywa Marii

Kolejnym europejskim doświadczeniem jest doświadczenie Marii Sztelmakh, studentki trzeciego roku stosunków międzynarodowych na Narodowym Uniwersytecie „Akademia Kijowsko-Mohylańska”. Zgłosiła się do programu mobilności akademickiej i studiuje w drugim semestrze roku akademickiego 2025–2026 na Uniwersytecie w Glasgow w Szkocji. Maria wyjaśnia, że ​​jej uczelnia ma umowy o współpracy z kilkoma zagranicznymi instytucjami edukacyjnymi, w tym z Uniwersytetem w Glasgow. Na okres mobilności wybrała program Studiów Środkowoeuropejskich. Wybrała ten program, ponieważ chciała analizować Europę Środkowo-Wschodnią z perspektywy Zachodu i doskonalić swoje doświadczenie akademickie w środowisku anglojęzycznym. „Wybrałam Glasgow, ponieważ uniwersytet cieszy się bardzo dobrą reputacją w zakresie programów międzynarodowych i wsparcia oferowanego studentom z zagranicy. Ważne było dla mnie, aby znaleźć się w bezpiecznym i wspierającym środowisku” – uzasadnia swój wybór Maria.

Pierwsza interakcja ze szkockim systemem akademickim była dla niej zaskoczeniem. Zamiast licznych kursów i egzaminów, do których była przyzwyczajona na Ukrainie, w Wielkiej Brytanii wszystko koncentruje się na mniejszej liczbie kursów, ale za to na obszernych projektach, esejach i prezentacjach. „Tutaj nie mam tylu kursów, ale każdy z nich wymaga dużo czasu. Trzeba myśleć krytycznie i argumentować każdy punkt widzenia” – wyjaśnia Maria. Zauważa również różnice między metodą oceniania na Ukrainie i w Szkocji. Według niej, na ukraińskich uniwersytetach aktywne uczestnictwo w zajęciach i bezpośrednia interakcja z profesorami mają ogromne znaczenie. „Ważne jest, jak często odpowiadasz na zajęciach i jak się angażujesz. Profesorowie mogą przyznawać punkty na podstawie tego, jak cię postrzegają w ciągu semestru, a to może mieć wpływ na ocenę końcową” – wyjaśnia. Z kolei na Uniwersytecie w Glasgow prace pisemne są sprawdzane anonimowo, a profesorowie nie mają dostępu do nazwisk studentów, a jedynie do kodu przypisanego każdemu z nich – praktyka niemal niewyobrażalna w ukraińskim systemie, gdzie bezpośrednia relacja z profesorem często może mieć wpływ na ocenę końcową.

Zdjęcie: archiwum osobiste Marii

Uniwersytet w Glasgow, 2026. Zdjęcie: archiwum osobiste Marii

Podczas mobilności akademickiej Maria korzysta ze wsparcia finansowego w postaci stypendium, które pokrywa jej podstawowe wydatki podczas pobytu w Szkocji. Dodatkowo, umowa między uczelniami zapewniła studentom możliwość korzystania z bezpłatnego zakwaterowania przez cały okres mobilności. Jej zdaniem, poziom wydatków w Wielkiej Brytanii w dużej mierze zależy od stylu życia wybranego przez studenta. Uważa, że ​​generalnie życie w Szkocji nie jest znacząco droższe niż na Ukrainie. Niektóre produkty mają podobne ceny, a inne nawet niższe, więc różnice nie zawsze są bardzo widoczne. „Jeśli chodzi o kawę, to jest to mój czuły punkt” – mówi z uśmiechem. „Kawa kosztuje tu około czterech funtów, czyli kilkakrotnie więcej niż na Ukrainie”. Poza tym jednak różnice w cenach nie są tak znaczące, jak mogłoby się wydawać. Jeśli chodzi o opłaty za akademik, umowa między uczelniami zapewniła studentom możliwość bezpłatnego zakwaterowania przez cały okres mobilności akademickiej.

Czynnikiem, który przyczynił się do szybszej adaptacji, był fakt, że miała już grono znajomych wśród ukraińskich studentów, co dało jej poczucie swojskości. Ponadto uniwersytet zorganizował szereg zajęć dla studentów zagranicznych, aby pomóc im zapoznać się z kampusem i systemem uniwersyteckim. „Odbyły się bardzo dobrze zorganizowane wydarzenia orientacyjne. Wyjaśniono nam, jak działa uniwersytet, a także zorganizowano różne zajęcia, podczas których mogliśmy poznać innych studentów korzystających z mobilności” – wyjaśnia.

Zdjęcie: archiwum własne.

Maria w Szkocji podczas podróży. Zdjęcie: archiwum prywatne.

Mimo że żyje w bezpiecznym otoczeniu, wojna na Ukrainie wciąż budzi w Marii nieustanny niepokój. Codziennie śledzi wiadomości i stara się utrzymywać kontakt z rodziną i przyjaciółmi, którzy pozostali w domu. „Mamy dwie godziny różnicy i często, gdy w Kijowie zaczynają się bombardowania, wciąż nie śpię. Piszę do znajomych i pytam, czy wszystko u nich w porządku” – opowiada. Ta sytuacja wywołuje u niej nieustanne uczucie niepokoju. Nawet w Szkocji niektóre dźwięki mogą ją przestraszyć. Maria mówi, że czasami głośne dźwięki przypominają jej syreny lub system obrony przeciwrakietowej. „Kiedy słyszę głośny dźwięk lub samolot, reaguję automatycznie. Dla mnie wciąż niezwykłe jest to, że samoloty mogą tu normalnie latać” – wyjaśnia. Jednocześnie mówi, że żyje z poczuciem kontrastu między bezpieczeństwem życia w Szkocji a rzeczywistością, z jaką zmagają się jej bliscy na Ukrainie. „Trudno zrozumieć, że masz światło, wodę i normalne warunki życia, a jednocześnie twoi znajomi siedzą w domu na zimnie i próbują naładować telefony z zewnętrznej baterii” – mówi. Te doświadczenia niekiedy wywołują poczucie bezradności. Dystans nie umniejsza emocji związanych z wojną, a fakt, że jest daleko od bliskich, może ten stan potęgować.

Maria nie ogranicza się wyłącznie do życia akademickiego. Uczestniczyła w akcji solidarnościowej dla Ukrainy, która odbyła się 24 lutego, z okazji rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. „24 lutego uczestniczyłam w pokojowej akcji, która zapoczątkowała pełnoskalową wojnę. Na koniec przedstawiciel władz lokalnych wyraził szczere poparcie dla Ukraińców. Przyszło wiele osób, nawet miejscowi studenci, którzy nie byli Ukraińcami; przyszli z transparentami, żeby nas wesprzeć. Dla mnie to było miłe odkrycie” – opowiada Maria.

Zdjęcie: archiwum prywatne Marii Sztelmach

Wydarzenie poświęcone wsparciu Ukrainy, Glasgow, Wielka Brytania, 24 lutego 2026 r. Zdjęcie: archiwum prywatne Marii Sztelmakh.

Mobilność akademicka ma jednak ograniczony czas trwania. Zgodnie z warunkami programu Maria musi wrócić na Ukrainę, aby ukończyć studia. Przyznaje jednak, że gdyby istniała możliwość dłuższego pobytu, rozważyłaby taką opcję. „Jeśli chodzi o chęć, czuję się tu komfortowo. Podoba mi się system studiów. Więc gdyby istniały te same warunki finansowe, chętnie bym została” – mówi. Na razie to doświadczenie pozostaje ważnym etapem jej edukacji akademickiej i okazją do poznania innej kultury uniwersyteckiej, z której ma nadzieję skorzystać po powrocie do domu.

Niemcy: studia i praca w ramach systemu

Po wybuchu wojny wielu ukraińskich studentów wybrało różne kraje, aby kontynuować naukę, w zależności od sytuacji osobistej, możliwości i celów akademickich. Wśród Ukraińców, którzy wybrali Niemcy, jest Elwira Asarzhy, która w 2022 roku, mając 18 lat, przeprowadziła się do Nienburga, miasta na zachodzie kraju. Wybrała to miejsce, ponieważ miała krewnych, którzy mogli pomóc jej w zakwaterowaniu i osiedleniu. Na Ukrainie Elwira studiowała finanse i bankowość na Uniwersytecie Ekonomicznym w Odessie, a po przeprowadzce do Niemiec chciała kontynuować naukę w tym samym kierunku. Jednak proces rekrutacji na niemieckie uniwersytety okazał się znacznie bardziej skomplikowany, niż się spodziewała. Aby się zgłosić, konieczna była nie tylko znajomość języka niemieckiego na poziomie C1, ale także dodatkowe dokumenty i bardzo dobre wyniki w nauce. „Musisz mieć doskonałe oceny, ponieważ istnieje duża konkurencja nie tylko między studentami zagranicznymi, ale także między Niemcami. Wymaganych jest również wiele dokumentów, a życie studenckie i studia są dość drogie” – wyjaśniła w wywiadzie.

W tych warunkach system Ausbildung, łączący studia z praktyką, stał się dla Elwiry bardziej realistyczną i dostępną alternatywą. W ramach tego systemu studenci są zatrudniani bezpośrednio przez firmy, które oferują im zarówno doświadczenie zawodowe, jak i wynagrodzenie – model, którego nie ma na Ukrainie. „U nas nie ma czegoś takiego – koncepcji firmy, która zatrudnia i szkoli za darmo, a na koniec otrzymuje się wynagrodzenie i certyfikat uprawniający do pracy w zawodzie” – mówi. Oprócz korzyści w postaci zdobycia doświadczenia i wynagrodzenia, program Ausbildung oferuje również możliwość ustrukturyzowanego połączenia pracy z nauką teoretyczną. Elwira opowiada, że ​​egzaminy składają się z trzech części: pierwsza obejmuje tematykę z danego roku, druga kontynuuje inne przedmioty i wpływa na ostatnią, ustną – 30-minutowy dialog, symulujący rzeczywiste sytuacje z banku. To praktyczne podejście znacząco różni się od tradycyjnego systemu uniwersyteckiego na Ukrainie, gdzie nacisk kładzie się bardziej na teorię i ocenę za pomocą ujednoliconych ocen.

W Niemczech oceny wahają się od 1 do 6, gdzie 1 to ocena najwyższa, a każdy egzamin zawiera również część procentową; na przykład projekt lub esej może stanowić 20% oceny końcowej. „To połączenie teorii z praktyką. Jest to bardziej skomplikowane, niż się wydaje, ale też bardziej przydatne w karierze” – mówi. Wsparcie otrzymane od państwa w formie pomocy dla Ukraińców (Bürgergeld) dało jej niezbędne bezpieczeństwo, aby kontynuować naukę i integrację. Elvira korzystała z tego wsparcia przez dwa i pół roku, w trakcie których nauczyła się języka od zera i zaadaptowała się w Niemczech. Po rozpoczęciu Ausbildung jej głównym dochodem stała się pensja otrzymywana z banku, która pokrywa codzienne wydatki. „Pieniądze z pracy pomagają mi opłacić czynsz, kupić jedzenie i pokryć koszty codziennego życia. To nie jest jak pełna pensja, bo pracuję tylko 20 godzin tygodniowo, ale to wystarcza… w większości przypadków” – mówi Elvira. Wysokość wynagrodzenia uzależniona jest od firmy i wybranej specjalizacji, a bank, w którym pracuje, oferuje dobre zarobki w porównaniu do innych firm.

Życie w Niemczech jest jednak droższe, niż się spodziewała. Ceny znacznie wzrosły w ostatnich latach, a czynsz, jedzenie i ubezpieczenie zdrowotne stały się dość drogie. Podkreśla, że ​​wielu zagranicznych studentów narzeka, że ​​pieniędzy jest za mało. Doświadczenie kursów językowych było dla Elviry również spotkaniem z różnorodnością kulturową w Niemczech. Większość jej kolegów i koleżanek, podobnie jak ona, to obcokrajowcy z różnych krajów. „Wszyscy, którzy uczyli się ze mną niemieckiego, pochodzili z innych krajów – z Turcji, Syrii, Iranu, Mołdawii czy Ukrainy. To było ciekawe, ponieważ mogliśmy się komunikować między sobą w kilku językach, ale także po niemiecku” – opowiada. Według Elviry, profesorowie byli zawsze otwarci i chętni do pomocy, starając się wspierać studentów w jak największym stopniu, również w przygotowaniach do egzaminów.

Jeśli chodzi o postawę miejscowych, jej doświadczenia były w większości pozytywne. „Osobiście prawie nie spotkałam się z dyskryminacją” – mówi. Przyznaje jednak, że słyszała o takich przypadkach – sytuacjach, w których inni obcokrajowcy spotykali się z negatywnymi komentarzami z powodu swojej narodowości lub języka – i że nie spodziewała się tego, ponieważ Niemcy są bardzo rozwiniętym krajem zachodnim.

Z osobistego archiwum Elviry Asarzhy, 2025

Z osobistego archiwum Elviry Asarzhy, 2025

Z dala od domu Elvira mówi, że najbardziej tęskni za rodziną i przyjaciółmi. „Przede wszystkim tęsknię za mamą i tatą, bo przyjechałam tu bez nich. Tęsknię za ich wsparciem i za tym, że nie ma ich obok mnie” – wyznaje. Wojna na Ukrainie pozostaje nieustającym zmartwieniem, które silnie wpływa na jej stan psychiczny. „To bardzo trudne z moralnego punktu widzenia. Mieszkasz tysiące kilometrów stąd, ale twoja rodzina jest tam i codziennie czytasz wiadomości o tym, co dzieje się w twoim kraju i mieście” – wyjaśnia. Według niej, mieszkańcy Niemiec otwarcie mówią o tym temacie i starają się być solidarni. „Niemcy często pytają mnie o wojnę. Śledzą wiadomości i chcą zrozumieć, co się dzieje. Zazwyczaj są bardzo wyrozumiali i mówią, że są gotowi pomóc”.

Pomimo trudności związanych z adaptacją i odległością od domu, Elvira mówi, że nigdy nie miała chwili, w której chciałaby się poddać i wrócić. „Podobał mi się każdy dzień spędzony tutaj. Podobała mi się nauka języka, rozpoczęcie pracy i poznawanie nowych ludzi” – opowiada w wywiadzie. Te doświadczenia zmotywowały ją do dalszego budowania swojej przyszłości w Niemczech. „Bardzo podoba mi się kraj, w którym teraz mieszkam, i chcę tu zostać, aby pracować, studiować i budować swoje życie”. Na koniec dodała, że ​​chciałaby usłyszeć przed wyjazdem te słowa: nigdy się nie poddawać, nie bać się problemów, które mogą się pojawić, i nie zatrzymywać się, bo tylko w ten sposób można osiągnąć to, czego się pragnie.

Artykuł ten został napisany przez Karaheorhi Natalię, studentkę I roku studiów magisterskich, dziennikarstwo tematyczne

Kształt rozmowy

Czy masz coś do dodania do tej historii? Jakieś pomysły na wywiady lub kąty, które powinniśmy zbadać? Daj nam znać, jeśli chcesz napisać kontynuację, kontrapunkt lub podzielić się podobną historią.