Zabójstwo Renée Good przez federalnych agentów ICE w Minneapolis w USA ponownie rozpaliło debatę na temat zjawiska określanego jako „copaganda”, które w zasadzie oznacza skoordynowane działania policji i innych instytucji mające na celu normalizację uprawnień policji i nadanie przestępczości bardziej dramatycznego charakteru.

Jeśli chodzi o copagandę, jest to hybrydowa forma propagandy, której celem jest z jednej strony podsycanie strachu przed przestępstwami odnotowanymi przez policję, a z drugiej zniekształcanie reakcji społeczeństwa na nie. Badacze mediów zauważają również, że media głównego nurtu często „pozwalają policji i jej zwolennikom dominować w dyskursie publicznym” wokół „głośnych” incydentów. Na przykład krytycy wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych zauważają, że media systematycznie donoszą o twierdzeniach policji o „wzroście przestępczości” lub groźbach przemocy (często podsycanych oficjalnymi komunikatami prasowymi), jednocześnie bagatelizując dowody problemów strukturalnych. Jak zauważa Karakatsanis, badacz tego zjawiska, tradycyjne, duże media były „karmione dietą samolubnych przekłamań przez finansowanych z podatków przedstawicieli” (na przykład duże biura prasowe policji i „ekspertów od przestępczości”), którzy „wprowadzali opinię publiczną w błąd co do przyczyn przestępczości, blokowali reformy i odwracali naszą uwagę od nierówności społecznych”. W Minneapolis w USA rozgorzała na nowo debata na temat zjawiska określanego jako „copaganda”, czyli skoordynowanego wysiłku policji i innych instytucji mającego na celu normalizację

Organizacje praw obywatelskich i naukowcy formułują podobną krytykę. Na przykład NYCLU zauważa , że ​​„copaganda” (policyjna propaganda) przedstawia bezpieczeństwo publiczne niemal wyłącznie w kategoriach przestępczości ulicznej i przestępców, „ograniczając nasze rozumienie bezpieczeństwa i zagrożenia”, co prowadzi do nieproporcjonalnego skupienia strachu na społecznościach marginalizowanych. Ponadto obrońcy praw człowieka podkreślają, jak ta propaganda zawyża postrzeganie zagrożenia ze strony biednych lub rasowych dzielnic, usprawiedliwiając w ten sposób agresywną politykę policji i użycie siły. Jak wyjaśnia jeden z komentatorów prawa karnego, gdy media „kształtują narrację… dla niemal każdego znaczącego… wydarzenia”, protesty mogą być przedstawiane jako brutalne, nawet jeśli nagrania wideo pokazują coś przeciwnego, co usprawiedliwia przemoc policji.

Podsumowując, copaganda działa poprzez powtarzane oficjalne narracje i wybiórcze relacjonowanie – to, co krytyka prawa i społeczeństwa nazywa „fantastycznymi mediami, które normalizują władzę, obecność i brutalne praktyki policji” – wykorzystując strach i stereotypy do kształtowania opinii publicznej na temat policji, zaciemniając tym samym kwestię odpowiedzialności i rozliczalności policji. W ostatnich latach, zarówno w USA, jak i w Europie, za każdym razem, gdy policja lub siły federalne są wzywane do uzasadnienia śmiercionośnego użycia siły, powtarza się pewna retoryka: że podejrzany „uzbroił” swój pojazd, czyli zamienił go w broń przeciwko policji. Ta narracja jest wygodna, ponieważ działa jak gotowa „licencja moralna”: przenosi rolę sprawcy na ofiarę, eskaluje incydent do bezpośredniego zagrożenia życia, a przede wszystkim podsyca pierwotną wersję, która krąży szybciej niż fakty.

Charakterystycznym przypadkiem jest przypadek Renee Nicole Good w Minneapolis 7 stycznia 2026 roku. Według wstępnej wersji wydarzeń ICE, 37-letnia pracownica domowa zginęła po tym, jak „celowo” użyła swojego samochodu jako broni, narażając agentów na niebezpieczeństwo. Ta wersja nie ograniczyła się do standardowego komunikatu prasowego: została wzmocniona publicznie i politycznie, ponieważ została powielona w mediach społecznościowych przez urzędników Białego Domu. Jednocześnie wiceprezydent J.D. Vance ponownie opublikował policyjne nagranie wideo, w którym twierdził, że Good „przebiła się przez policyjną barierę” i użyła swojego samochodu „jako broni do zabicia funkcjonariuszy”. Jednocześnie urzędnicy administracji Trumpa posunęli się tak daleko, że określili zabójstwo jako „akt terroryzmu wewnętrznego”, co już na wczesnym etapie wskazywało na istnienie „zagrożenia” wokół ofiary.

Ale tu zaczyna się druga, równie dobrze znana część schematu: gdy pojawiają się niezależne lub pierwotne dowody wizualne, „pierwsza wersja” zaczyna pękać. W przypadku Good, nowe nagranie z mobilnej agentki ICE rzekomo pokazuje ją spokojnie oświadczającą, że jest nieuzbrojona, po czym wychodzi do przodu i powoli porusza się naprzód, podczas gdy agenci odsuwają się. Inne materiały potwierdzają – zgodnie z tym, co przedstawiono – że nie doszło do kontaktu z agentem i że nikt nie został wleczony ani nie upadł. Kontrast między „pojazdem z bronią” a obrazem powolnego ruchu bez uderzenia przekształca początkową narrację z opisu wydarzeń w próbę legitymizacji i tak już śmiertelnego czynu.

Kontrowersje nie ograniczyły się do kręgów aktywistów: urzędnicy stanowi i miejscy – w tym, jak donoszono, gubernator Minnesoty i burmistrz Minneapolis – nazwali federalną wersję „śmieciami” i zażądali niezależnego śledztwa. Jednocześnie społeczna konstrukcja wizerunku Good w mediach posunęła się w kierunku przeciwnym do etykietki „zagrożenia”. Przedstawiono ją i opisano jako matkę trójki dzieci o silnej pozycji społecznej, która, według znajomych, zatrzymała się, aby sprawdzić, co u sąsiadów. Jej rodzina podsumowała ten wymiar w zdaniu, które stanowi niemal przeciwwagę dla „oficjalnej” narracji: trzymała „gwizdki”, a nie broń, podczas gdy agenci trzymali broń. Praktycznym efektem ogromnego wsparcia społecznego było ogromne wsparcie finansowe za pośrednictwem serwisu GoFundMe, dzięki któremu zebrano ponad 1,5 miliona dolarów. To dobrze pokazuje, jak szybko znaczna część opinii publicznej nie była przekonana do pierwotnego scenariusza. Na konflikt ideologiczny nie trzeba było długo czekać, gdyż wkrótce uruchomiono odpowiednią zbiórkę pieniędzy , dzięki której zebrano ponad 750 milionów dolarów dla agenta ICE Jonathana Rossa.

Sprawa Gooda jasno ilustruje mechanizm współczesnej copagandy: oficjalna wersja jest natychmiast rozpowszechniana, zyskuje polityczne znaczenie poprzez reprodukcję w mediach społecznościowych, stygmatyzuje ofiarę jako agresora i przygotowuje społeczeństwo do akceptacji śmiercionośnej przemocy. Retoryka „uzbrojenia samochodu” pojawiła się również w innej sprawie w Portland, wskazując, że nie jest to odosobnione stwierdzenie, lecz powtarzający się schemat argumentacji. I to właśnie jest sedno sprawy: nie tylko to, czy samochód mógłby obiektywnie stać się bronią w danym momencie, ale także to, jak argument „broni” jest wykorzystywany w komunikacji, aby przedwcześnie zamknąć debatę na temat proporcjonalności, odpowiedzialności i przemocy instytucjonalnej.

W greckim przykładzie, który ukazuje zarówno europejski charakter zjawiska, jak i jego specyfikę – importowanie go wszędzie i przez każdego, kto jest potrzebny – narracja „samochód stał się bronią” nie funkcjonowała jedynie jako wersja wydarzeń, ale stanowiła centralne alibi. Sprawa Nikosa Sampanisa, która miała miejsce pod koniec października 2021 roku w Peramie niedaleko Pireusu, rozpoczęła się jako kolejny pościg za „skradzionym pojazdem” i zakończyła się jednym z najbardziej charakterystycznych momentów, w których oficjalna informacja wyprzedziła prawdę.

Po śmiertelnym postrzeleniu 18-letniego romskiego kierowcy, grecka policja natychmiast wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że ​​pojazd „staranował pięć motocykli” i ranił siedmiu policjantów, co, według oświadczenia, „nie było prawdą”. Grecka policja natychmiast wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że ​​pojazd „staranował pięć motocykli” i ranił siedmiu policjantów, co, według policji, spowodowało konieczność użycia broni palnej w celu „unieruchomienia” samochodu. Sformułowanie zawierało wszystkie elementy gotowej narracji: natychmiastowe niebezpieczeństwo, ranni policjanci, proporcjonalna reakcja. W ciągu kilku godzin ta wersja została dosłownie powielona przez większość greckich mediów, tworząc w opinii publicznej pierwsze wrażenie „niebezpiecznego sprawcy”, który zaatakował i został „koniecznie” zneutralizowany.

Problem polega na tym, że kiedy pojawiły się pierwsze dowody wizualne, ten obraz nie powstał. Filmy nagrane przez mieszkańców i nagrania z kamer monitoringu – jak Pan wspomniał – pokazały, że samochód został zasadniczo unieruchomiony lub „odcięty” przez autobus, bez zwrócenia się przeciwko policjantom i bez spowodowania obrażeń opisanych w oficjalnym oświadczeniu: żaden policjant nie wydaje się być ciągnięty, przewrócony ani uderzony przez pojazd. Innymi słowy, sedno zarzutu „taranowania” – uzasadniającego eskalację – pozostało bezpodstawne.

Sprawa stała się jeszcze bardziej skomplikowana pod względem odpowiedzialności , gdy poruszono kwestię dowodów. W uwagach prokuratora – tak jak Pan je przekazał – stwierdzono, że sam pojazd, najważniejszy dowód w analizie biegłego, został zniszczony i zezłomowany przed przeprowadzeniem sekcji zwłok/badania, które mogłyby potwierdzić lub obalić oficjalną wersję wydarzeń. W takich przypadkach brak kluczowego dowodu nie jest „wypadkiem proceduralnym”, lecz ciosem dla samej zdolności wymiaru sprawiedliwości do weryfikacji tego, co się wydarzyło.

Na podstawie dowodów ustalono, że ciało ofiary, Nikosa Sampanisa, zostało postrzelone w klatkę piersiową i szyję, podczas gdy policja twierdzi, że strzelała w opony, aby zatrzymać samochód. Różnica między „strzelaniem w celu unieruchomienia” a „ranieniem newralgicznych miejsc” to nie tylko szczegół techniczny; to różnica między twierdzeniem o konieczności a obrazem nadmiernej, śmiertelnej przemocy. Nawet obrażenia, które faktycznie odnotowano – pasażera i policjanta – nie potwierdzają „historii” o taranowaniu, ponieważ nie są przypisywane samochodowi.

Ta sprawa wykracza poza kwestię „co wydarzyło się podczas pościgu”, a dotyka kwestii „jak to zostało przedstawione”. Wspomniana przez ciebie koalicja organizacji praw człowieka zinterpretowała całą sekwencję zdarzeń jako dowód profilowania rasowego: scenariusz „skradzionego pojazdu” i „niebezpiecznych manewrów” posłużył za podstawę do legitymizacji gradu kul w kierunku nieuzbrojonego nastolatka romskiego. W mediach początkowe powielanie oficjalnej wersji wydarzeń zostało wzmocnione drugą, mroczniejszą dynamiką w niektórych publikacjach. Sampanis od samego początku był przedstawiany w kategoriach społecznej dezaprobaty, nawet z rasistowskimi charakterystykami, które „utrwaliły” wrażenie „niebezpiecznego innego”, zanim ludzie zobaczyli nagrania. Upadek copagandy stał się widoczny, gdy sprawa przeniosła się z obszaru komunikacji do obszaru oceny kryminalnej. Fakt, że ostatecznie siedmiu zamieszanych w sprawę policjantów zostało oskarżonych o zabójstwo z powodu niedbalstwa – jak Pan zauważył – jest sam w sobie instytucjonalnym przyznaniem, że początkowa „historia” o samoobronie nie była wystarczająca, aby zamknąć sprawę.

Jeśli cokolwiek łączy Minneapolis (7 stycznia 2026 r.) z Peramą (22–23 października 2021 r.), to nie „unikalność” każdej sprawy, ale infrastruktura narracji: instytucja dysponująca ogromną władzą w mgnieniu oka produkuje pierwszą wersję, media (a teraz także konta polityczne w mediach społecznościowych) przekazują ją jako interpretację, a nie oskarżenie, a tym samym odpowiedzialność jest postawiona w niekorzystnej sytuacji jeszcze przed pojawieniem się dowodów. W sprawie Renée Good federalna linia „samoobrony” została przedstawiona przez polityczne kierownictwo DHS jako „terroryzm krajowy” w ostrym tonie. Wiceprezydent J.D. Vance publicznie przyjął wersję wydarzeń, zgodnie z którą „poszedł go zastrzelić”. Jednak w debacie publicznej szybko zaczęły krążyć nagrania podważające tezę, że agent został „przeciągnięty/przejechany”, jak sugerowały początkowe oświadczenia. Lokalni urzędnicy (burmistrz Minneapolis i gubernator Minnesoty) otwarcie sprzeciwili się wersji wydarzeń przedstawionej na szczeblu federalnym. Rodzina podjęła wówczas kroki prawne, domagając się niezależnego śledztwa.

W przypadku Peramy odpowiednie „moralne alibi” zostało od początku skonstruowane na podstawie stwierdzeń takich jak „przejechał/staranował pięć policyjnych motocykli” i „w sumie siedmiu policjantów zostało rannych”, a także znanej formuły „strzelaliśmy, żeby unieruchomić” – wersji, która była szeroko powielana, zanim materiał wizualny i luki w faktach zaczęły ją dekonstruować. W obu przypadkach kluczowe pytanie brzmi nie, czy „samochód teoretycznie może zabić” (oczywiście, że może), ale w jaki sposób sformułowanie „uzbroił samochód” funkcjonuje jako prefabrykowany pomost między kontrowersyjnym faktem a „koniecznie legalnym”: zamienia niejednoznaczność w pewność, określa ofiarę mianem „atakującego” i przenosi dyskusję z kwestii proporcjonalności/zasad postępowania na przepełnioną paniką narrację o przetrwaniu. Właśnie tu pojawia się współczesna copaganda, opisana przez Aleca Karakatsanisa: nie jako „fałszywe wiadomości”, ale jako systematyczny łańcuch pokarmowy, w którym komunikaty prasowe, „eksperci od przestępczości”, wybiórcze statystyki i telewizyjne odruchy tworzą świat, w którym jedyną zbrodnią, która się liczy, jest to, co odnotowała policja — a zatem jedynym „lekarstwem”, które wydaje się rozsądne, jest więcej policji, więcej tolerancji dla przemocy i mniej badania przyczyn strukturalnych.

Te przykłady nie są jedyne; od Nanterre ‎‎ do Streatham Hill widzimy ten sam schemat komunikacji powtarzający się niemal mechanicznie. W godzinach porannych „łatwa” narracja o samochodzie jako broni działa jak gotowe alibi, zamieniając strzelaninę w „samoobronę”, zanim dowody lub właściwe organy śledcze będą mogły dojść do wniosku. Media często stają się najszybszym wzmacniaczem tej ramy, dopóki nie pojawią się nagrania wideo/świadkowie, którzy rozwieją pierwotną wersję i wymuszą sprostowania, podczas gdy szkody już zostały wyrządzone. W międzyczasie pierwsze wrażenie już się utrwaliło, ofiara została przedstawiona jako zagrożenie, wymiar społeczny/rasowy został „pochowany”, a użycie siły zostało wstępnie zalegalizowane. Copaganda nie jest odosobnionym „błędem”, ale strukturalną taktyką pierwszej narracji — sprintem instytucjonalnego samozachowania, który zawsze biegnie szybciej niż dowody.

Ostateczna konsekwencja dla dziennikarstwa (zwłaszcza w przypadku głośnych morderstw popełnionych przez umundurowanych funkcjonariuszy federalnych) jest surowa, ale oczywista: „pierwszą wersję” należy traktować jako produkt polityczny wysokiego ryzyka, a nie jako informację — a podstawową etyką jest dziś akt regulacyjny skierowany przeciwko szybkości: uporczywe etykietowanie językowe („twierdzenia policji/ICE”), poszukiwanie materiałów źródłowych przed wyciągnięciem ostatecznych wniosków, żądanie niezależnych śledztw/przejrzystości oraz (w szczególności w kontekście Grecji) zerowa tolerancja dla „zniknięcia” kluczowych dowodów, co z góry tłumi odpowiedzialność.

 

Kształt rozmowy

Czy masz coś do dodania do tej historii? Jakieś pomysły na wywiady lub kąty, które powinniśmy zbadać? Daj nam znać, jeśli chcesz napisać kontynuację, kontrapunkt lub podzielić się podobną historią.