Sprawa, która znalazła się w debacie publicznej, nie koncentrowała się wyłącznie na ofiarach; koncentrowała się również na lukach w samej historii. Co najważniejsze, brakuje materiału, który mógłby dostarczyć niezbitego obrazu wydarzeń. Dwie kamery na statku Straży Przybrzeżnej, które „mogły zarejestrować każdą minutę”, nie zostały uruchomione w momencie zderzenia, pomimo początkowych doniesień o upublicznieniu nagrania wideo. Brakuje nagrania, co jest spójne z wcześniejszymi poważnymi incydentami, w których śledztwo toczyło się bez dokumentacji. Statek jest wyposażony w kamery termowizyjne do obserwacji i nagrywania w nocy, które służą do rejestrowania operacji, zarówno dla bezpieczeństwa załogi, jak i do informowania Frontexu i UE o taktyce handlarzy ludźmi. Nikos Spanos, emerytowany admirał Greckiej Straży Przybrzeżnej, jasno stwierdził , że „podczas każdej operacji kamery muszą być włączone. Nie ma co do tego wątpliwości, taka jest zasada”. W oświadczeniach złożonych nam przez wysokiego rangą urzędnika straży przybrzeżnej w związku z incydentem, stwierdził on, że istnieje instytucjonalna niejasność związana z ich użyciem i że bez nakazu horyzontalnego nie są one związane protokołami operacyjnymi, co pan Spanos odrzucił, podkreślając, że taka praktyka (zamknięte kamery) jest sprzeczna z przepisami.
Wieczorem 3 lutego 2026 roku, u wybrzeży Mersini na wyspie Chios (wschodnia część Morza Egejskiego), doszło do tragicznego starcia statku Straży Przybrzeżnej z motorówką przewożącą migrantów. Liczba ofiar śmiertelnych wynosi 15, a dziesiątki rannych. Według doniesień, z morza wyłowiono 14 ciał, a jedną kobietę przewieziono później do szpitala z poważnymi urazami głowy. Oprócz ofiar śmiertelnych, rannych zostało 25 osób, w tym siedmiu mężczyzn, siedem kobiet i 11 nieletnich, którzy zostali przewiezieni do szpitala Skylitseio. Później jedna z kobiet zmarła. Dwie z nich były w ciąży i straciły dzieci w wyniku obrażeń.
Całe zdarzenie zostało przedstawione w dwóch narracjach. Pierwsza to oficjalna wersja Greckiej Straży Przybrzeżnej, która mówi o operacji przechwycenia, podczas której operator łodzi motorowej nie zastosował się do poleceń, przyspieszył i spowodował gwałtowną kolizję, wykonując niebezpieczne manewry, przerzucając ciężar odpowiedzialności na „przemytnika” i późniejsze postępowania karne. Z drugiej strony zarzuty wynikające z zeznań, obrońców i krytycznych interwencji podkreślają, że nawet jeśli istnieje odpowiedzialność karna osoby trzeciej, państwo nie jest zwolnione z obowiązku wyjaśnienia zasad proporcjonalności, zasad zaangażowania i bezpieczeństwa operacyjnego.
Na poziomie politycznym wyjaśnienie ponownie pozostawiono uznaniu. Rzecznik rządu Pavlos Marinakis podobno oświadczył, że użycie kamery termowizyjnej przez kapitana „nie zostało uznane za konieczne”, argumentując, że łódź została już zlokalizowana z lądu, podkreślając jednocześnie, że obrazowanie termiczne nie jest „środkiem rejestrowania zdarzeń”, lecz narzędziem śledzenia w połączeniu z radarem. Problem polega na tym, że debata publiczna dotyczy nie tylko tego, czy motorówka została zlokalizowana, ale także tego, jak przebiegała operacja, a to właśnie w tym przypadku dokumentacja jest warunkiem koniecznym do pociągnięcia do odpowiedzialności. Z drugiej strony, w płytkich, prawniczych argumentach, minister ds. migracji i azylu Thanos Plevris powiedział: „Niech ktoś otwarcie powie, że w Straży Przybrzeżnej istnieje przepis o całodobowym rejestrowaniu zdarzeń”. Innymi słowy, oficjalna linia rządu utrzymuje, że aktywacja leży w gestii załogi i jest rozpatrywana indywidualnie, a nie jest wyraźnym obowiązkiem prawnym, co oddaje kwestie praworządności w ręce poszczególnych urzędników, bez możliwości weryfikacji.
Oficjalna wersja, jak ustalono , przypisuje zderzenie działaniom operatora łodzi imigranta. Zgodnie z oświadczeniem straży przybrzeżnej, zderzenie nastąpiło po tym, jak motorówka, która miała wyłączone światła nawigacyjne, zignorowała sygnały z patrolowca i zmieniła kurs. Łódź wywróciła się z powodu siły uderzenia, wyrzucając pasażerów do morza. Twierdzi się, że operator nie zastosował się do sygnałów, przyspieszył, wykonał niebezpieczny manewr i spowodował gwałtowną kolizję. Jednocześnie domniemany przemytnik, obywatel Maroka, stoi w obliczu poważnych zarzutów (spowodowanie katastrofy statku, nielegalny transport skutkujący śmiercią). Jednak nawet jeśli handlarz ponosi odpowiedzialność karną, odpowiedzialność państwa nie znika, ponieważ na zdjęciu jest „winny”. Zgodnie z międzynarodowym prawem morskim i orzecznictwem ETPC (Europejskiego Trybunału Praw Człowieka) państwa są zobowiązane do stosowania zasad zaangażowania, które priorytetowo traktują życie ludzkie i unikają taktyk egzekwowania prawa, które stwarzają śmiertelne ryzyko w operacjach morskich. W „asymetrycznej” sytuacji, gdy silnie uzbrojony, stalowy statek zderzy się nocą z małą, przeciążoną łodzią motorową, zderzenia nie można interpretować jako „wypadku”, lecz jako zdarzenie, które samo w sobie wymaga rygorystycznego dochodzenia (które zostało zapowiedziane ) pod kątem proporcjonalności, konieczności i bezpieczeństwa.
Jednocześnie gwałtownie zmienia się profil przestępczości. Domniemany handlarz, obywatel Maroka, stoi w obliczu poważnych zarzutów spowodowania katastrofy statku i nielegalnego transportu, w wyniku czego zginęło 15 osób. Jednak oświadczenia obrońców otwierają rysy w oficjalnej narracji. Adwokat Dimitris Choulis pojawił się przed budynkiem sądu w Chios z pendrivem, publicznie oświadczając, że zawiera on nagranie wideo przedstawiające staranowanie łodzi przez Straż Przybrzeżną w innej sprawie, wzywając media do pokazania go, aby mogły „zobaczyć, jak przeprowadzane są takie praktyki”.
Wraz z drugim prawnikiem, Alexisem Georgoulisem, argumentował, że sześciu świadków nie rozpoznało oskarżonego jako sprawcy, że jedna z początkowych identyfikacji została odwołana, a kluczowy świadek, który go zidentyfikował, opuścił wyspę w ciągu jednego dnia, co, jak zauważył, „nigdy wcześniej się nie zdarzyło”. Jednocześnie wszyscy zeznający świadkowie podobno stwierdzili, że nie było żadnego ostrzeżenia, sygnału, światła ani radiolatarni, a jedynie zderzenie ze statkiem Straży Przybrzeżnej.
W oświadczeniach złożonych nam przez wysokiego rangą urzędnika Straży Przybrzeżnej, przyznał on, że nawet w scenariuszu „niebezpiecznych manewrów” łodzi, pozostaje to kwestią postępowania załogi, ponieważ mała łódź nie może realistycznie „zatonąć” ani spowodować poważnych uszkodzeń 8-tonowej jednostki, nawet tej uważanej za jednostkę pościgową, w przypadku kolizji. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego nie udało się tego uniknąć. Ten sam urzędnik wskazuje na techniczne niejasności dotyczące kąta podejścia i „martwych pól”, a także na fakt, że członek załogi został przydzielony zaledwie dwa dni wcześniej, co – bez udowodnienia odpowiedzialności – wpływa na spokój operacyjny. Aspekt kryminalistyczny dodaje wagi pytaniom, ponieważ badania wykazały, że przyczyną zgonów nie było utonięcie w momencie wywrócenia się łodzi, ale ciężkie urazy mózgu, czynnik „bezpośrednio związany” ze zderzeniem.
W dziedzinie retoryki „przerzucanie odpowiedzialności” staje się drugim wydarzeniem, równoległym do katastrofy statku. Grecka Liga Praw Człowieka, jak przedstawiono , wskazuje na rozwój dyskursu publicznego, który koncentruje się na ofiarach i obarcza odpowiedzialnością wyłącznie handlarzy, bagatelizując obowiązek władz do ochrony życia bez wyjątku. Jednocześnie rzecznik rządu określił porównanie Chios i Pylos jako „nie na miejscu i nie w czasie”. Problemem w tym porównaniu nie jest jednak identyfikacja przypadków, lecz powtarzanie schematów : brak zrozumienia ciągu zdarzeń, brak udokumentowanego materiału oraz instytucjonalna obrona przed zakończeniem niezależnego śledztwa.
Do dyskusji przyłączył się również minister zdrowia Adonis Georgiadis, który napisał, że członkowie organizacji pozarządowych pojawili się „nieproszeni” w klinice chirurgicznej i, według niego, „ingerowali” w pracę lekarzy. Minister zdrowia Adonis Georgiadis poskarżył się w swoim wpisie, że członkowie organizacji pozarządowych pojawili się „nieproszeni” w klinice chirurgicznej i, według kierownictwa, oprowadzali rodzinę migrantów, prawdopodobnie w celu „kształtowania narracji” lub „złożenia skargi na Straż Przybrzeżną”, dodając, że incydent został zgłoszony do Narodowej Służby Wywiadowczej (ΕΥΠ). Funkcja takich skarg w debacie publicznej jest dwojaka: jeśli są prawdziwe, mogą rzeczywiście dotyczyć naruszenia regulaminu szpitala, ale mogą również służyć jako przeciwwaga dla presji na przejrzystość, przesuwając dyskusję z działań operacyjnych na pytanie „kto kim manipuluje”. Tej skargi nie można rozpatrywać w oderwaniu od politycznej przeszłości samego ministra, który wielokrotnie wyrażał skrajnie prawicowe i antyimigracyjne poglądy, co sprawia, że jego interwencja ma charakter polityczny. Jednocześnie środowisko szpitalne zaprzecza treści skargi, zaś obecność organów prawnych lub doradczych organizacji non-profit obok imigrantów nie narusza żadnych przepisów prawa i mieści się w zakresie wsparcia prawnego.
Dziś otrzymałem poważną skargę od dyrektora publicznego szpitala w Chios.
Członkowie organizacji pozarządowej pojawili się nieproszeni w klinice chirurgicznej, pomimo wyraźnej odmowy udzielenia im jakiejkolwiek „pomocy”.
W rzeczywistości fałszywie oświadczyli personelowi, że współpracowali z administracją.
Co gorsza, rzekomi „tłumacze” nie udzielali tłumaczeń, lecz – według oceny administracji – udzielali wskazówek rodzinie imigrantów, co mogło mieć na celu ukształtowanie narracji w kontekście wniosków o azyl lub nawet skarg na Straż Przybrzeżną (odpychanie itp.).
Osoby zamieszane w zdarzenie zostały natychmiast usunięte z terenu zdarzenia, a incydent zgłoszono greckiej policji.
👉 W szpitalach publicznych obowiązują zasady.
👉 Zdrowie nie jest dziedziną eksploatacji ideologicznej ani politycznej.
👉 Państwo nie będzie tolerować podejrzanych interwencji.
Porządek i legalność nie podlegają negocjacjom.
Nie pozwolimy, aby interesy zagraniczne zagrażały naszej Ojczyźnie i jej niezachwianej determinacji w obronie naszych granic.
— Adonis Georgiadis (@AdonisGeorgiadi)
5 lutego 2026 r.
Retoryka „nie uznano tego za konieczne” to najwygodniejsze sformułowanie, jakiego państwo może użyć, gdy nie chce ponosić odpowiedzialności, ponieważ niełatwo ją obalić ani udowodnić. To administracyjne przykrycie incydentu, który już pachniał śmiercią, a gdy operacja skutkuje piętnastoma ofiarami śmiertelnymi, brak zapisu nie jest szczegółem technicznym – to uwarunkowanie polityczne, które decyduje, kto będzie zabierał głos, kto zostanie przesłuchany, kto na zawsze pozostanie „potencjalnym sprawcą”, a kto zostanie „z całą pewnością” uznany za winnego w doniesieniach medialnych o 7 rano.
Jeśli istnieje tu prawdziwy dylemat, a nawet jeśli nie mamy tu do czynienia z krajowymi/europejskimi „granicami”, sekurytyzacją i „humanitaryzmem”, to jest to wybór między władzą bez dokumentacji a rządami prawa, a na tym etapie nie ma miejsca na tolerowanie tych pierwszych. Nie po licznych międzynarodowych potępieniach kraju za śmiertelne wypadki i niedociągnięcia w śledztwach, od sprawy Farmakonisiego po Pylos ; nie wtedy, gdy niezależne władze i instytucje kontrolne, takie jak Rzecznik Praw Obywatelskich, są często traktowane jako „uciążliwość”, a nie jako instytucjonalne zabezpieczenia. W takim kontekście każde „niezarejestrowanie” to nie tylko biała plama, to czerwony sygnał ostrzegawczy przed odchyleniami od demokracji i degradacją rządów prawa.
Morze to miejsce, gdzie asymetria jest normą, więc odpowiedzialność musi być jeszcze surowsza. Kiedy władze twierdzą, że kamera nie została włączona, bo nie było to konieczne, w praktyce proszą społeczeństwo o zaakceptowanie, że w najbardziej krytycznym momencie wystarczająca jest narracja osób wpływowych. A kiedy debata publiczna skupia się na „organizacjach pozarządowych”, „zagranicznych interesach” i „przemytnikach”, zanim jeszcze prawdziwie niezależne śledztwo zostanie zakończone, mamy do czynienia z uprzedzeniem. Każda śmierć w operacyjnym kontakcie z państwem musi być badana do ostatniej sekundy, a nie interpretowana po fakcie. Jeśli śledztwo pozostanie bez danych, bez pełnego dostępu i bez niezależności, to katastrofa będzie nie tylko morska, ale i instytucjonalna.
- accountability
- Aegean Sea
- alleged trafficker
- body cameras
- border policing
- Chios
- Chios shipwreck
- EU border policy
- European Court of Human Rights
- Frontex
- Greece
- Greece migration policy
- Hellenic Coast Guard
- Human rights
- institutional trust
- interception operation
- investigation
- legal proceedings
- maritime incident
- Mersini
- migration
- missing footage
- proportionality
- refugees
- rule of law
- rules of engagement
- smuggling networks
- state responsibility
- thermal cameras
- transparency
Napisany przez
Kształt rozmowy
Czy masz coś do dodania do tej historii? Jakieś pomysły na wywiady lub kąty, które powinniśmy zbadać? Daj nam znać, jeśli chcesz napisać kontynuację, kontrapunkt lub podzielić się podobną historią.
